|
Na gruzach imperium sowieckiego...
Wpisy z tagiem: rosja
sobota, 11 lutego 2012
Piotr A. Maciążek Korupcja to pięta achillesowa Władimira Putina. Na jej grzbiecie swój sukces zbudował rosyjski arcybloger Aleksiej Navalny, skupując akcje wielkich koncernów państwowych i żądając od nich sprawozdań finansowych. To ona była jednym z najważniejszych haseł podczas protestów rosyjskich opozycjonistów zapoczątkowanych sfałszowanymi wyborami do Dumy. W obu przypadkach uderzenie w premiera Putina było pośrednie, sytuację tą zmienia powołanie londyńskiego Komitetu Przeciw Korupcji. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Organizacja ta skupia rosyjskich biznesmenów takich jak Walery Morozow, Siergiej Kolesnikow oraz osoby publiczne w tym m.in. Władimira Bukowskiego i Lwa Ponomariowa. Jej cel jest jasny: monitorowanie zagranicznych kont, na których lokuje się „mienie rosyjskiej korupcji”. Komitet wydał już oficjalne oświadczenie na stronie snob.ru, w którym swoje działania motywuje nieuchronnym powstaniem „międzynarodowego trybunału karnego dla reżimu Putina”. Brzmi komicznie? Niekoniecznie! Trzon Komitetu to ludzie, którzy uciekli z Rosji z obawy o swoje życie, chcą się odegrać i co najważniejsze mają takie możliwości. 30 stycznia zapowiedzieli, że wkrótce podadzą do publicznej wiadomości nazwiska 50 najbardziej skorumpowanych urzędników z bliskiego otoczenia Władimira Putina. Dowody mają zawierać przykłady malwersacji, kwoty i kraje, w których ulokowano „łup”. Panowie nie żartują! Jeden z nich jest znany rosyjskim mediom z powodu ujawnienia przekrętu finansowego na wielką skalę związanego z czarnomorskim „Pałacem Putina”.
Siergiej Kolesnikow kilka miesięcy temu zwrócił się z listem otwartym do prezydenta Miedwiediewa, ujawnił w nim aferę z budową pałacu dla Władimira Władimirowicza. Pieniądze na ten kompleks miały pochodzić z przekrętów związanych z zakupem sprzętu medycznego za pieniędzy budżetowe. Kolesnikow twierdzi, że osobiście przekazał na pałac ponad miliard dolarów z „czarnej kasy” kremla. To właśnie dlatego członkowie Komitetu Przeciw Korupcji stwierdzają, że „pozbawienie reżimu zagranicznych depozytów, pałaców i jachtów uzyskanej na drodze ukrytej korupcji osłabi go bardziej niż milionowe marsze”. Ich sposób działania jest zresztą bardzo podobny do kampanii prowadzonej przez Navalnego. Mówienie o pieniądzach: kto je ma, kto je ukradł, kto ich nadużywał to jedyna retoryka, która wpływa na Rosjan, może ona wstrząsnąć obecnym systemem, na czele którego stoi Putin. Kontakt z autorem: piotrmaciazek@politykawschodnia.pl Tagi:
Kolesnikow
Komitet Przeciw Korupcji
Maciążek
Międzynarodowy Trybunał Karny dla Putina
Navalny
putin
rosja
09:35, historiozof ,
Piotr A. Maciążek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lutego 2012
Piotr A. Maciążek 4 lutego rosyjscy Dekabryści znów protestowali żądając prawa do uczciwych wyborów i dymisji Władimira Putina. Tym razem piłka była jednak po stronie władzy. Protesty opozycji nie zwiększyły swojej dynamiki (100 tysięcy osób), zupełnie inaczej wyglądają natomiast działania władz, które wykorzystały genialne sztuczki socjotechniczne oraz brudne chwyty dzięki aktywności służb specjalnych. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Mam tu na myśli krążące w rosyjskiej sieci filmy, których celem była dyskredytacja liderów Dekabrystów. Szenderowicz z prostytutką, czy Ryżkow masturbujący się przy stosieprzeglądanych dokumentów to najbardziej znane przykłady. Działania te przyniosły kremlowi umiarkowany sukces. Ksenia Sobczak stwierdziła dowcipnie, że skoro Ryżkow uprawiał samogwałt patrząc w dokumenty to znaczy, że w najbardziej intymnych momentach swojego życia myśli o ojczyźnie. Próbą zniwelowania opozycji był także wiec poparcia Putina, który zebrał według różnych szacunków od 30-100 tysięcy osób (szacunki opozycji i władz). Organizator proputinowskiego spędu został dodatkowo ukarany mandatem za zaniżanie rzeczywistej liczby uczestników zgromadzenia... Zareagował nawet Władimir Putin, który obiecał pokryć część finansowej kary. Dlaczego część? Premier nie zarabia przecież dużo... Powyższe działania świadczą o utrzymaniu kursu grupy trzymającej władzę na marcową prezydenturę Władimira Putina. Być może nie będzie to nawet tak trudne jak wydawało się jeszcze w grudniu 2011 roku...
sobota, 04 lutego 2012
Piotr A. Maciążek Kwestia polskiej racji stanu bardzo głęboko dotyka problematyki europejskiej. Zachłyśnięci Unią - czego i ja w pewnym sensie doświadczyłem w tym tygodniu odwiedzając Parlament i Komisję Europejską- mamy problem z wypowiedzeniem prostego zdania: to co jest dobre dla Europy nie zawsze jest dobre dla Polski. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Podczas 48 Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w obszar tej problematyki wkroczył także prezydent Bronisław Komorowski.
Odcięcie pępowiny europejskiej od USA jest powszechnie akcentowanym postulatem, swego czasu znany niemiecki politolog Peter Bender porównał te relacje do polityczno- kulturalnej zależności Rzymu i Grecji. Myślę, że właśnie w tych kategoriach postrzega nowy europejski system bezpieczeństwa Bronisław Komorowski. Tworząc go umocnimy podmiotowość UE na arenie międzynarodowej, zrealizujemy słynne hasło „więcej integracji”. Tylko czy takie rozwiązania są korzystne dla Polski? Szczyt w Deauville z października 2010 roku skorelowano z wypowiedziami prezydenta Sarkozy’ego o powołaniu nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Miało się w nim znaleźć miejsce dla Rosji, to m.in. po tym spotkaniu „ukuto” oś Paryż- Berlin- Moskwa. Projekt ten akcentował także zastąpienie nowym modelem dotychczasowego, opartego na NATO. Trudno ocenić zapowiadaną przez prezydenta Komorowskiego synergię USA, a szerzej NATO z nowym systemem europejskiego bezpieczeństwa. Jego monachijska wypowiedź pokrywa się jednak z ustaleniami trójkąta z Deauville. Prezydent RP zarysował przecież odrębność kontynentalnego projektu od komponentu amerykańskiego i próbował lansować własną drogę Europy, która musi zareagować na pacyficzną orientację administracji Obamy. Nie posądzałbym prezydenta o lekturę Spenglera i jego „Zmierzchu Zachodu”, ale jego wypowiedź koresponduje z planami francusko- niemieckimi i pozostaje w opozycji do słów Hillary Clinton, która w Monachium stwierdziła, że: "Europa to nadal najważniejszy partner USA". Komorowski promował w Niemczech także nowe, marcowe otwarcie polityczne w stosunkach z Moskwą. Zrobił to w momencie wygaśnięcia resetu rosyjsko- amerykańskiego i napięć do jakich dochodzi pomiędzy tymi mocarstwami na Bliskim Wschodzie, czy w związku z działaniami nowego ambasadora administracji Obamy w Moskwie (McFaul). Wydawało się, że retoryka odwilży polsko- rosyjskiej okazała się nie do utrzymania dla mediów nad Wisłą, m.in. Gazety Wyborczej... Tym większe jest moje zaskoczenie słowami prezydenta Komorowskiego. Podsumowując. W kontekście nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa trzeba zadać sobie pytanie, czy stawiamy kreskę na NATO? Czy gwarancje państw kontynentu okażą się wystarczające w kontekście udziału w tym projekcie Rosji? Moskwa ma być jednym z głównych filarów tego projektu, a przecież –co pokazały wydarzenia gruzińskie- jest jednocześnie najważniejszym kreatorem stref niestabilności, które rozciągają się od Naddniestrza po Abchazję i Osetię Południową.
wtorek, 24 stycznia 2012
Słynny już login i hasło do strony kancelarii premiera (admin, admin1), kradzież danych z laptopa wiceministra ds. cyfryzacji, czy też niewiedza jego szefa- Michała Boniego, dotycząca tego kto zarządza stronami rządowymi powoduje, że warto zastanowić się nad zagrożeniem jakie internet niesie państwu polskiemu. Jak wiadomo rzeczowa analiza zagrożeń strategicznych musi uwzględniać aktywność cyfrową naszego sąsiada- Federacji Rosyjskiej, warto zatem przybliżyć ją czytelnikowi. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Rosję wymienia się wśród krajów takich jak USA, Francja i Chiny jako czołowego "producenta" zaawansowanych narzędzi do cyberataku. Nie tylko profesjonalne raporty potwierdzają taki stan rzeczy, istotne w tym przypadku są także fakty obrazujące wykorzystanie narzędzi cyfrowych i ich wprzęgnięcie w politykę zagraniczną kremla. W kwietniu 2007 roku w Estonii postanowiono usunąć z centrum Talinna pomnik upamiętniający żołnierzy radzieckich i ich udział w II Wojnie Światowej. Wybuchły zamieszki wywołane przez sporą mniejszość rosyjską w tym kraju, "dyskretnego" poparcia udzieliła im także ojczyzna. Z terytorium Rosji dokonano ogromnego ataku cyfrowego, który rychło ochrzczono "trzecią światową cyberwojną". To m.in. w jej wyniku powstał NATO-wski ośrodek bezpieczeństwa cyfrowego w Tallinie. Warto zaznaczyć że w tym samym przedziale czasowym dochodziło do rosyjskich ataków cyfrowych na strony litewskie i ukraińskie. Podczas "Wojny Pięciodniowej" i ataku sił rosyjskich, w wyniku którego pogwałcono integralność terytorialną Gruzji i do dnia dzisiejszego okupuje się część jej terytorium, doszło do otwartej cyberwojny powielającej klasyczne działania wojenne. W nocy z 19 na 20 lipca ofiarą ataków DDoS padła strona prezydenta Saakaszwilego– jedna z wysłanych na nią wiadomości zawierała komunikat „win+love+in+Russia”. Konsekwencje takiego stanu rzeczy były poważne m.in. awaria systemu telefonicznego, który pogłębił chaos w kraju. Cyberwojny to nie tylko problem internetowy, odpowiednio przeprowadzone ataki hakerskie są w stanie paraliżować elektrownie, linie metra i banki. Czy grożą Polsce? O cyberagresji rosyjskiej na Rzeczpospolitą w kontekście tarczy antyrakietowej mówił m.in. Wiktor Suworow. Z pewnością nie można jej wykluczyć a ostatnie wydarzenia pokazały, że wręcz ją prowokujemy...
czwartek, 19 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Rosja potrafi „robić politykę”. Po Kosowie mieliśmy, więc wojnę z Gruzją w 2008 roku. Dziś korelacja ewentualnej wojny z Iranem oraz ruchów wojsk federalnych na Kaukazie także nie pozostawia złudzeń. Przygotowania wizerunkowe Medialne przygotowania do ewentualnego rozwiązania problematycznych dla Moskwy kwestii za pomocą manu militari trwają od jakiegoś czasu. W listopadzie 2011 roku „Niezawisimaja Gazieta” wprost formułowała możliwość użycia siły przez Rosję w przypadku rozpoczęcia budowy gazociągu transkaspijskiego. Dziś kreml przesuwa Flotę Kaspijską z Astrachania do Machaczkały (Dagestan). Wspomniana gazeta (uznawana za dobrze poinformowaną) cytowała także niedawno Szefa Centrum Prognozowania Wojskowego- pułkownika Anatolija Tsyganoka, który oświadczył, że „możliwe jest w przypadku wojny z Iranem, wciągnięcie postsowieckich republik na Kaukazie Południowym w konflikt zbrojny.” Narracja rosyjskich mediów jednoznacznie wskazuje na próbę skorelowania nieprzyjaznych działań Zachodu względem Syrii i Iranu z ewentualną interwencją FR w (no właśnie- gdzie?) Gruzji, Azerbejdżanie? Oczywiste skojarzenia budzą także kolejne manewry „Kaukaz”, po których w 2008 roku doszło do Wojny Pięciodniowej. Ćwiczenia z przed konfliktu sierpniowego dotyczyły „przywracania pokoju w byłej republice sowieckiej” a tegoroczne mają za zadanie „przebicie się wojsk federalnych z pomocą do bazy w Giumri (Armenia)”. Notabene z bazy tej ewakuowano miesiąc temu rodziny rosyjskich wojskowych a placówki w Abchazji i Osetii Południowej funkcjonują w stanie podwyższonej gotowości. Kontekst wyborów prezydenckich Ewentualny konflikt na Kaukazie mógłby pomóc Władimirowi Putinowi przebrnąć przez marcowe wybory (Stratfor właśnie na ten miesiąc przewiduje interwencję irańską) i sparaliżować ruch nowych Dekabrystów. Istotne jest także to, że spora część opozycji grudniowej to nacjonaliści, którzy w warunkach wojennych musieliby podtrzymywać swój wizerunek- gorliwych patriotów. Zresztą m.in. Aleksiej Navalny postulował „zrobienie porządku z czarnymi” jak określa się pogardliwie mieszkańców Kaukazu. W przypadku militaryzacji kwestii kaukaskiej przez Putina- rosyjski arcybloger stanie się niewolnikiem własnej narracji. Reforma armii Trudne dla Rosji doświadczenie wojny z Gruzją spowodowały, że podjęła ona reformy wojskowe. Według The World Factbook, FR wydaje aktualnie 3,9% swojego PKB na armię, ale to nie wydatki są najważniejsze. Reformy Anatolija Sierdiukowa zmieniły całą strukturę dowódczą sił zbrojnych, skróciły proces decyzyjny na polu bitwy, modernizują jej komponenty- jednostka po jednostce. Aktywną rolę w procesie unowocześniania armii rosyjskiej pełnią niemieckie firmy. Budowa supernowoczesnego centrum szkoleniowego dla rosyjskiej armii przez koncern Rheinmetall to wierzchołek postępującej współpracy Berlina i Moskwy. Centrum umożliwi szkolenie sił rosyjskich na symulatorach 3D, czy starcie 2 brygad w warunkach poligonowych, będzie miało niebagatelny wpływ na przyszłe możliwości armii FR. Prognoza Wybuch konfliktu irańskiego wydaje się wysoce prawdopodobny. W jego tle, od kilku miesięcy postępuje ofensywa medialna Rosji, przyzwyczajająca społeczność międzynarodową do myśli o eskalacji konfliktu, jego przeniesieniu na Kaukaz, czy korelacji z działaniami USA i Izraela na Bliskim Wschodzie. Ruchy wojsk FR, podwyższony stan gotowości w bazach Południowego Kaukazu także jest symptomatyczny. Trudo ocenić stopień zaawansowania reform wojskowych Sierdiukowa, ale pewnym jest, że w starciu z Moskwą nie ma szans żadne z państw Kaukazu. Dozbrajanie Syrii (a pewnie i Iranu) da kremlowi z pewnością dostateczną ilość czasu do realizacji projektu rozciągnięcia protektoratu poza Armenię i okupowane terytoria gruzińskie, w tym strategicznym z perspektywy energetycznej miejscu świata. Całość tej misternej układanki oddaje także potrzeba wewnętrzna, która może pchnąć Putina do powtórzenia wariantu pięciodniowego, z sierpnia 2008 roku.
wtorek, 17 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Putin z przekąsem stwierdził, że w Rosji protestuje „błoto”, co było typową dla niego grą słów związaną z Placem Bołotnym jak i z rzekomym brakiem liderów politycznych nowej „opozycji”. Także zachodni eksperci określają ten ruch dość powierzchownie jako „klasę średnią”, której znudziła się stabilizacja (a właściwie stagnacja) putinowskiej Rosji. Suwerenna demokracja pozwoliła robić im dobre interesy po czasach jelcynowskiego chaosu i dlatego ją popierali, dziś jednak m.in. z powodu rekordowej korupcji i postępującej w związku z tym degeneracji systemu, zaczęła im doskwierać. To prawda, protesty mają w znacznym stopniu ekonomiczny wymiar, ale –co jest może bardziej istotne- przystosowały swoją narrację do realiów putinowskiej Rosji. To novum! JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Do tej pory jakiekolwiek zmiany a właściwie walka podejmowana w ich imieniu przez opozycjonistów w Rosji, odbywała się pod hasłem demokratyzacji kraju. Słuszna skądinąd walka z putinowskim autorytaryzmem i centralizacją nie cieszyła się społeczną aprobatą z powodu doświadczeń lat dziewięćdziesiątych kojarzących się z chaosem (decentralizacją) i korupcją. Liderzy „Błota” (istniejący wbrew retoryce Putina) tacy jak Navalny dostosowali się do społecznych i historycznych warunków panujących w obecnej Rosji. Retoryka Prospektu Sacharowa podkreślała, że obecny system posiada elementy, które łączą go z epokę jelcynowską („Partia Żulików i Złodziei”), ale jednocześnie nie stawiała na piedestał demokratyzacji, świadoma pozytywnych zmian związanych ze scaleniem rozklekotanej Rosji z końcówki XX wieku. Trafnie ujęła to zjawisko Anne Applebaum w tekście „Russia’s new dissidents” pisząc: „Navalny nie mówi dużo o prawach człowieka. Nie mówi też zbyt wiele o demokracji, która większości Rosjan kojarzy się z pustą ideą. On mówi przede wszystkim o pieniądzach: kto je ma, kto je ukradł, kto ich nadużywał”. Nowi dysydenci walczący o porządek zyskują na popularności, a „starzy”, nieprzejednani antyputiniści tracą na znaczeniu wojując o demokratyczną Rosję i prawa człowieka. Co to oznacza w praktyce? „Opozycja grudniowa” nawet, jeśli odniesie sukces może nie chcieć demokratyzować kraju walcząc jedynie o przejrzyste zasady na fundamencie, których będą mogły kwitnąć biznesy klasy średniej.
sobota, 14 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Rosyjska polityka historyczna ulega przeobrażeniom, nie są to jednak zmiany pozytywne. Sowiecka wykładnia Klio drgnęła odrobinę w pierwszych latach urzędowania Dmitrija Miedwiediewa- zamiast gloryfikowania całego okresu radzieckiego zaczęto ustanawiać punkt graniczy wzdłuż końca Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Uchwała Dumy w sprawie Katynia, czy umiarkowana krytyka stalinizmu zakrawała o „rewizjonizm”, ale nadal akcentowano heroiczną ofiarę krwi i wyzwolenie Europy z nazizmu, co jak wiadomo jest klasyczną półprawdą. Postacie pokroju Marka Sołonina walczące z oficjalną historiografią „rosyjską” były nadal niszą, jego tezy o agresywnych zamiarach ZSRR czy stratach spowodowanych dezercją i niezgodą na opresyjny system totalitarny nadal uważano za (łagodnie mówiąc) ekscentryzm. Zresztą jako Polacy mamy to szczęście, że nawet te drobne okruchy profesjonalizmu i obiektywizmu historycznego nie są przychylne Polsce (Sołonin nie stroni od negatywnych ocen II Rzeczpospolitej). JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Mimo „rewizjonizmu” doby wczesnego Miedwiediewa wiadomo było, że jako istotny element polityki rosyjskiej nie jest i nie będzie traktowana historia na modłę zachodu- jak udzielna i niezależna dziedzina wiedzy. W pustce ideowej Nowej Rosji mimo cerkiewnych nawiązań do czasów carskich, czynnik sowiecki nadal grał pierwsze skrzypce. Trudno wyobrazić sobie rzeczową polemikę rosyjskich historyków z Suworowem (Rezunem), który lansuje teorię o wiodącej roli ZSRR w rozpętaniu II Wojny Światowej (prewencyjny charakter Planu Barbarossa). „Rewizjonizm” Miedwiediewa nie przewidywał miejsca dla takich badaczy, promował za to m.in. Natalię Narocznicką, która została członkiem prezydenckiej komisji do spraw przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji. Zgodnie z granicą, którą wytyczył prezydent FR (koniec Wielkiej Wojny Ojczyźnianej) Narocznicka zajęła się "odkłamywaniem" okresu poprzedzającego Jałtę- twierdziła więc, że Polska i III Rzesza od marca do sierpnia 1939 roku prowadziły rozmowy na temat sojuszu militarnego, kwestionowała 1 września jako początek II Wojny Światowej, czy wreszcie przypisywała współodpowiedzialność za Katyń- Nazistom. Najwyższym wysiłkiem „rewizjonizmu” okazało się dzieło „Białe Plamy- Czarne Plamy…” polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych. Nawet w tym przypadku jedynym, na co stać było stronę rosyjską była narracja równoległa tzn. na konkretny problem wypowiadał się na łamach książki najpierw naukowiec polski, potem rosyjski (kolejność była odwrotna w rosyjskim wydaniu). Uchwała Dumy dotycząca Katynia nie przełożyła się w żaden sposób na stanowisko najwyższych władz, mam tu na myśli kwestię odszkodowań czy procesu w Strasburgu (Rosja jest prawnym sukcesorem ZSRR). Powstanie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia trudno dziś oceniać- jest na to za wcześnie. W kontekście powyższych rozważań oraz oczywistego braku podmiotowości Dmitrija Miedwiediewa (start Putina w marcowych wyborach) z głębokim niepokojem przyjąłem informację o ogłoszeniu roku 2012- „Rokiem Rosyjskiej Historii”. Czy nieśmiały „rewizjonizm” historyczny (w istocie pozorny) znów popadnie w zapomnienie a państwowa machina zacznie podpierać się historiografią jeszcze zanim społeczeństwo uda się do urn?
wtorek, 10 stycznia 2012
Wiele uwagi w polskich mediach poświęca się sprawom energetycznym, które stanowią naturalne przedłużenie rosyjskiej polityki. Tymczasem równie istotną rolę w strategii kremla pełnią embarga spożywcze. Oto kilka najbardziej znanych przykładów ostatnich lat:
Chodź narzędzie osiągania politycznych celów przez Rosję pozostaje wspólne różne są jednak ich planowane efekty.
Zupełnie nowy element spożywczego terroru kremla wiąże się z jego wykorzystaniem w Unii Europejskiej. Embargo ogórkowo- truskawkowe związane z "toksycznymi ogórkami niemieckimi" pokazało, że Moskwa dzięki różnicowaniu okresu restrykcji handlowych poszczególnych krajów Wspólnoty jest wstanie zmniejszyć spoistość UE i wypracowywać polityczne sojusze. Piotr A. Maciążek
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Według szacunków protestujących ostatnia demonstracja na Prospekcie Sacharowa liczyła nawet 120 tysięcy ludzi. Jej panorama robi wielkie wrażenie, możecie zresztą stanąć w samym środku tłumu dzięki wirtualnemu spacerowi. Dostrzeżecie tam komunistów (sierpy i młoty), nacjonalistów (żółto- czarne flagi), i innych. Jest to pełny przekrój ideologiczny "opozycji", która skrzyknęła się za pomocą social media, głównie Facebooka i vKontakte, aby protestować przeciwko fałszerstwom wyborczym. To nie one jednak -same w sobie- pchnęły ludzi na ulice, ale slangowe słowo "Rospil" upowszechnione przez blogera Aleksieja Navalnego (więcej o nim tu). Oznacza ono "odpiłowywanie" pieniędzy z budżetu państwowego przez wszechobecną korupcję. Prawdziwy powód protestów Walka z "Partią Żulików i Złodziei" jak przezwał "Jedną Rosję" Navalny, stała się w istocie wojną z nadużyciami, łapówkami, słowem z pochodzącymi jeszcze z czasów tatarskich "podarkami" dla władzy. Władza ta to nie tylko kreml, ale cały ekosystem, który wytworzył wokół siebie Putin. "Blisko 12% aktywnej męskiej siły roboczej w kraju (około 3,4 mln ludzi) zatrudnionych jest czy też służy w organizacjach, które charakteryzuje niekwestionowane posłuszeństwo i głęboko zakorzeniona korupcja" pisze Andrzej Lubowski w tekście "Królestwo nepotyzmu na gruzach komunizmu" i wylicza, że rosyjskie łapówki to dziś 400 mld $! To właśnie dlatego ludzie wyszli na ulice, sfałszowanie wyborów było jedynie katalizatorem tych wystąpień. Jeśli nie Putin to kto? Masa skrzyknięta przez social media potrzebuje jednak liderów, władza to zrozumiała dlatego Navalnego zamknięto do aresztu podczas protestów na Placu Bołotnym. Dzięki swojej działalności stał się on symbolem walki z korupcją, a tym samym i z systemem. Na Prospekcie Sacharowa dał się poznać jako postać niebywale charyzmatyczna (proszę obejrzeć jego wystąpienie!) a właściwie niemal lider opozycyjnych wystąpień. Dlaczego kreml umożliwił mu działanie 24 grudnia? Trudno powiedzieć, ale Navalny to nacjonalista, inni liderzy protestów m.in. Udalcow chcą budować w Rosji socjalizm, Kudrin to były członek układu, Prochorow marionetka kremla, żaden z nich z perspektywy zachodu nie jest lepszy od Putina. A dotychczasowy Car zdaje sobie z tego sprawę i podkreśla swoją osobę jako wybór najbardziej liberalny i prodemokratyczny z wszystkich możliwych, strasząc zachód komunizmem. Protesty nie mogą się udać. Powodów jest jeszcze kilka Powodów które wskazują na to, że protesty nie mogą się udać i przynieść trwałych owoców jest jeszcze kilka:
Czurow (szef PKW) dzwoni do Putina 5 marca.
Podsumowując Pomimo spektakularności wydarzeń 24 grudnia, wydaje się że fundamenty systemu putinowskiego nie zostały naruszone. Planowa "mała odwilż" daje nadzieję na rozmiękczenie środowisk opozycyjnych, które w dodatku posiadają liderów o skrajnym światopoglądzie. Zachód z przychylnością spojrzy nie tylko na parareformy, ale i samego Putina, który wydaje się najbardziej stabilnym i umiarkowanym "kandydatem" prezydenckim w Rosji. Federacja w związku z nierozwiązaniem powszechnego problemu korupcji zdaje się wkraczać jednak w okres niepokojów, które mogłaby zniwelować wyższa cena ropy naftowej (konflikt Zachodu z Iranem?). Piotr A. Maciążek
piątek, 16 grudnia 2011
Artykuł ukazał się w nr 49/2011 Gazety Finansowej.
Państwo narodowe to w dobie integracji europejskiej czy globalizacji niemodne określenie, którego użyłem celowo. To na jego poziomie realizowana jest geoekonomia: współczesne połączenie polityki i inicjatyw gospodarczych, obliczone na osiągnięcie partykularnych interesów poszczególnych państw. Współczesny sojusz „ołtarza i tronu” Wspomaganie instytucji pogrążonych w kryzysie finansowym środkami budżetu państwa w pełni obnażyło ten proceder, mający więcej wspólnego z merkantylizmem niż z „niewidzialną ręką rynku”. Związane z „nowym kręgosłupem Europy” francuskie i niemieckie banki finansowały Grecję, dziś są zagrożone jej ewentualnym bankructwem. Gwałtowna i niekontrolowana niewypłacalność Aten uderzyłaby mocno w fundamenty finansowe tych instytucji, na szczęście z pomocą pospieszyli im politycy. Powyższy układ bardzo często można zaobserwować w odwrotnej kolejności, wedle której podmioty gospodarcze stanowią pierwszą falę penetracji politycznej państwa na obcym rynku. Pojęcie obcego rynku w obecnych realiach zastępuje bowiem klasyczny termin „strefy wpływów”, alians prezydentów i premierów z dyrektorami spółek to natomiast współczesny sojusz „ołtarza i tronu”. To ofensywny rewers pakietów pomocowych związanych z kryzysem ekonomicznym, drugie dno realizowane w dobie kryzysu kosztem „niewidzialnej ręki rynku”. W tym kontekście nie bez podstaw Lilia Szewcowa (znany, rosyjski politolog) określa system polityczny Rosji mianem korporacjonizmu. Nic za darmo Pomimo kryzysu finansowego i rozprzestrzeniania się „greckiej choroby” na inne państwa (Portugalia, Hiszpania, Włochy etc.), banki wywodzące się z „nowego kręgosłupa Europy” przygotowały swój plan „ratunkowy” także dla Białorusi. Oczywiście nic za darmo! Ateny musiały zacisnąć pasa i dla zasypania własnego długu rozpocząć proces prywatyzacyjny (mówiło się nawet o sprzedaży greckich wysp), Mińskowi polecono to samo – w trosce o dobro rynku. Nie od dziś wiadomo, że prywatyzacja to element łączący rosyjski wielki biznes i włodarzy kremla, to esencja odbudowywania wpływów nad Świsłoczą, a szerzej w całej przestrzeni postsowieckiej. Oczywiście Moskwa nie jest wyjątkiem, a geoekonomię praktykują dziś niemal wszystkie liczące się kraje na starym kontynencie. Niemiecki Deutsche Bank i rosyjski Sbierbank w tym roku zamierzały pożyczyć koncernowi Biełaruśkalij 2 mld dol. w ramach kredytu inwestycyjnego, pod zastaw 35 proc. akcji tej firmy. Pakiet akcji przewyższył kwotę pożyczki, Łukaszenko mimo ciężkiej sytuacji finansowej odmówił. Koncern to perła w koronie białoruskiej gospodarki, zamieszanie wokół niego w pewnym sensie obrazuje trend całego rynku, nad którym – w dobie kryzysu – kontrolę starają się przejąć mocarstwa. Na ich czoło szybko wybiła się Rosja. Uderzenie w polskie interesy 18 listopada br. prezesi Sbierbanku i Euroazjatyckiego Banku Rozwoju (oba kontrolowane przez FR) podpisali w Mińsku porozumienie w kwestii przyznania koncernowi Biełaruśkalij kredytu w wysokości 1 mld dol. Kredyt został zabezpieczony 51 proc. udziałów rafinerii Naftan. Kwestię tę należy powiązać z budową przez Rosjan nowej rafinerii w Estonii, która utrudni polskiemu Orlenowi (kontrolującemu Możejki) sprzedaż swoich produktów na rynku bałtyckim. Rynek ten to bowiem pole konkurencji zakładów rosyjskich, Możejek, estońskiej rafinerii w Porvoo oraz białoruskiego Naftanu w Nowopłocku. Ewentualne przejęcie Naftanu przez kapitał rosyjski, w połączeniu z budową nowej rafinerii w Estonii i próbą kupna (bądź sabotowania) Możejek, daje nam pełny obraz sytuacji „wolnego” rynku krajów należących do Unii Europejskiej. Nie to jest jednak najważniejsze… „Niewidzialna dłoń” polityków Kwestia ruchów polityczno-ekonomicznych toczących się wokół koncernu Biełaruśkalij i Sbierbanku obrazuje nam, w jaki sposób współczesne państwa realizują swoje interesy geoekonomiczne. Łukaszenka wykorzystuje swoją perłę w koronie do pozyskiwania kredytów, Putin za pomocą swojego banku próbuje uzależnić od Rosji – Białoruś (Sbierbank wykupił także emitowane przez Mińsk euroobligacje), a szerzej rynek surowcowy krajów bałtyckich. Geoekonomia nie jest z pewnością strategią przyświecającą twórcom Unii Europejskiej. W ich zamyśle wolny rynek miał zapewnić Staremu Kontynentowi pokój i dobrobyt. „Niewidzialna dłoń” w przeciwieństwie do merkantylizmu, który przekładał się na wzrost konfliktów kontynentalnych (zgodnie z zasadą: poziom handlu jest stały – zwiększenie handlu jednego kraju wiążę się z odebraniem go drugiemu), miała koncentrować agresywną konkurencję w ramach podmiotów prywatnych a nie państw. Tymczasem wolny rynek Unii na naszych oczach ewoluuje w stronę geoekonomii. Geoekonomia to natomiast kontrola nad kluczowymi technologiami, sektorami rynku, dystrybucją produktu, które obdarzają władzę oddziaływania na gospodarkę światową. Czy ten trend zwiększy ryzyko konfliktów konwencjonalnych? Być może to właśnie miał na myśli minister Rostowski mówiąc o wojnie i zielonych kartach dla swoich dzieci w Parlamencie Europejskim? Piotr A. Maciążek |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Mój portal!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||