|
Na gruzach imperium sowieckiego...
Wpisy z tagiem: Giedroyć
środa, 18 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Jak słusznie zauważa Marcin Wojciechowski na łamach „Gazety Wyborczej”, debata publicystyczna o polityce wschodniej koncentruje się obecnie na sporze, dotyczącym tego, czy powinna być oparta wyłącznie na Partnerstwie Wschodnim. Z czego to wynika i jaka była ewolucja polskiej myśli politycznej dotyczącej obszarów byłego ZSRR w ciągu ostatniej dekady?
POROZMAWIAJ Z NACZELNYM NA TWITTERZE Moda na Giedroycia To właśnie wtedy Bartłomiej Sienkiewicz w artykule „Pochwała minimalizmu” rozpoczął debatę na temat aktualności linii Paryskiej Kultury. Pomarańczowa Rewolucja przygasiła nieco ton tej dyskusji, a myśl redaktora z Laffitte wydawała się ostatecznie tryumfować. Otwarcie do myśli lewicowego Giedroycia nawiązywał nie tylko postkomunistyczny Aleksander Kwaśniewski, ale także prawicowy Lech Kaczyński, którego środowiska kresowe w związku z tym często posądzały o niemalże zdradę (np. krytyka pojednania z Ukraińcami, opartego o wyciszenie kwestii UPA, podjęta przez Isakowicza-Zaleskiego). Orszak, który towarzyszył tragicznie zmarłemu prezydentowi w drodze do Gruzji, w czasie inwazji rosyjskiej na ten kraj w 2008 r., był spektakularnym, ale jak się okazało także jednym z ostatnich podmuchów idei Paryskiej Kultury. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Polityka jagiellońska i piastowska Lewicową myśl Mieroszewskiego i Giedroycia w ideologicznych kuźniach zaczęto przekuwać już wtedy na „politykę jagiellońską” i naznaczano „prawicowo-nacjonalistycznym odchyleniem”. Przyjazne kontakty z sąsiadami zastępowała narracja „imperialnych aspiracji Kaczyńskiego”, negowanie zasady Russia First – „rusofobia”. Promowanie demokracji za pomocą narzędzi państwowej polityki wschodniej, uznano natomiast za pozostające „poza zasięgiem polskich możliwości”. Mit tworzył mit – tak wykreowanej „polityce jagiellońskiej” (niemającej nic wspólnego z historycznym pierwowzorem) przeciwstawiono więc „piastowską”, a rzekome „zapatrywania imperialistyczne” Kaczyńskiego gaszono pragmatyczną oceną własnej niemożności (w rzeczywistości zachowawczą i bierną). Śmierć Giedroycia Gdy w 2008 r. powstawało Partnerstwo Wschodnie (PW) wydawało się, że wbrew powyższej retoryce będzie stanowić żywą kontynuację myśli z Laffitte. Sławomir Dębski pisał, że „koncepcja Partnerstwa Wschodniego zalicza się do elitarnego grona wielkich idei, które zmieniły losy narodów. Przyczyniła się ona do deimperializacji polskiego myślenia o Europie Wschodniej, eliminując pokusę rewanżyzmu, co należy uznać za jedno z najistotniejszych osiągnięć polskiej myśli politycznej”. Zabrakło w niej jednak kwestii Russia First, co zręcznie podkreślił członek polsko-rosyjskiej komisji do spraw trudnych, Artiom Malgin, pytając „czy Rosja jest częścią Partnerstwa Wschodniego, czy jego negatywnym punktem odniesienia?”. W 2010 r. odpowiedź przyszła wraz z powstaniem projektu Partnerstwem dla Modernizacji oraz exposé ministra Radosława Sikorskiego, w którym skorygował on myśl Giedroycia. Zasadę równego traktowanie wszystkich krajów byłego ZSRR (negacja Russia First) zastąpiła gradacja polityczna. Sikorski w swoim przemówieniu kategoryzował bilateralne stosunki z sąsiadami, w zależności od ich potencjału politycznego, czego najlepszym przykładem stało się zdanie: „Nasze PKB to jedna trzecia gospodarki rosyjskiej, ale przewyższa ukraiński PKB – dwa i pół razy, a litewski trzynaście razy”. Co dalej? Spór dotyczący tego, czy polityka wschodnia powinna być oparta wyłącznie na Partnerstwie Wschodnim, jest w istocie przedłużeniem debaty na temat aktualności myśli Giedroycia. Choć jest to sytuacja paradoksalna, powyższy obrót spraw spowodował, że depozytariuszem lewicowej doktryny redaktora z Laffitte stała się polska prawica, której książę nie cierpiał. Dla odmiany antagonistom myśli Paryskiej Kultury są dziś lewicowe środowiska reprezentowane przez apologetów Partnerstwa Wschodniego. Jak trafnie zauważa w swoim tekście Marcin Wojciechowski: „Polityka wschodnia zeszła na bardzo daleki plan w polskiej debacie publicznej”. Być może dlatego tak wielu ludzi nie uchwyciło momentu, w którym Partnerstwo Wschodnie z projektu „jagiellońskiego” stopniowo wyewoluowało w „piastowski”.
wtorek, 04 stycznia 2011
Już trzeci raz sięgnąłem po książkę serii „ Autorytety” wydawanej przez Świat Książki. Tym razem kąsek wydawał się nad wyraz smakowity, dotyczył bowiem Jerzego Giedroycia. Postać to – jak wiadomo- nietuzinkowa, nie poddająca się zaszufladkowaniu oraz aktualna politycznie ze względu na doktrynę wschodnią inspirującą kolejne wcielenia polskiego MSZ-u.
Już na początku muszę zaznaczyć, że pozycja rozczarowuje. Wrażenia estetyczne- owszem zapewnione, język autorki (Magdalena Grochowska) giętki, soczysty, z gracją łączący poszczególne wątki, ale… No właśnie już tytuł „ Jerzy Giedroyć” może zmylić potencjalnego czytelnika. Postać „ Księcia” to jedynie osnowa książki, wątek przewodni narracji dotyczącej środowiska „ Kultury” i polskiej emigracji. Toniemy więc w odmętach powieści szkatułkowej. Młodość Giedroycia, od której zaczynamy lekturę –niczym ruska baba- wciąga nas w biografie Herlinga- Grudzińskiego, Jeleńskiego, Hertzów, Bobkowskiego, Miłosza, którzy wielokrotnie tłumią opowieść dotyczącą włodarza Maisons- Laffitte. Ich osobiste relacje wielokrotnie rozcieńczają także konkretne postawy moralne i polityczne Giedroycia, ich garść odnajdujemy jedynie w „szkatułce” Mieroszewskiego. Paradoksalnie to właśnie ona pozostawia na czytelniku największy ślad prowokując pytania o patriotyzm, polskość etc. Jej aktualność rzuca się w oczy w kilku zdaniach, które zacytuję: „Trzeba się pozbyć objawów polskiej reakcji poklęskowej […] porzucić egzaltowaną religię patriotyczną […] oswobodzić z romantycznego jarzma […] trzeba odrzucić to mistyczne równanie narodu i jednostki”; „ historyczna tragedia nie jest oznaką predestynacji, cierpienie nie jest poręką rezurekcji, narody nie są ciałami mistycznymi, a osoby nie są z nimi tożsame”. Czy nie jest to swoiste memento dla „pokwietniowej” Polski? Myślę, że tak i to właściwie najważniejszy powód, dla którego warto sięgnąć po pozycję Magdaleny Grochowskiej.
Największą wadą omawianej pozycji jest „zamykanie w ramach” postaci, która jest nieopisywalna. Przez pierwsze rozdziały książki czytelnikowi ( szczególnie o prawicowych poglądach) towarzyszy przykre uczucie manipulacji. Giedroyć „ człowiek na wskroś konserwatywny” wraz z upływem stron nabiera „ rysu”, „ odchylenia”, „kolorytu” lewicowego, by w połowie książki okraszonej mnogością cytatów Adama Michnika przemówić słowami towarzyszy Redaktora: „ właściwie wszyscy jesteśmy lewicowi, bo czy człowiek inteligentny może być nielewicowy?”. Tymczasem kolejna ze „szkatułek” omawianej pozycji skupia się na jednym z fundamentów światopoglądowych Giedroycia jakim był konserwatysta Adolf Bocheński. W wielu kwestiach ( nie licząc silnego katolicyzmu) bliski Redaktorowi, prawicowy ale i antyendecki, pragmatyczny i aromantyczny lecz nie lewicujący.„ Książę” w moim mniemaniu był człowiekiem, którego nie sposób zaszufladkować, nie można narzucić mu jednoznacznie lewicowego rysu. Inspiracja poglądami Bocheńskiego to jedynie wierzchołek góry lodowej, która skrywała pod powierzchnią polityczny, laficki synkretyzm. Dla mnie książka Grochowskiej – oprócz jej wartości poznawczych- stanowi niestety próbę uczynienia z Giedroycia patrona lewicy, wzoru polskiej socjaldemokracji. To prawda redaktor „ akceptował każdą przyszłą, niepodległą Polskę, z komunistami lub bez nich, o ile jej ustrój będzie wyrazem woli większości”, ale jego pragmatyzm, legalizm nie stanowi prostej przekładni prowadzącej do socjalizmu. W tym przypadku autorka zatraciła wszelkie proporcje.
Niemniej książka posiada duży potencjał poznawczy, po który warto sięgnąć. Wiele myśli, które przetaczają się w rozmowach kręgu Kultury pozostaje aktualnych do dziś. Szczególnie kontekst „ myślenia postyczniowego”, które od XIX wieku do dziś definiuje podział społeczeństwa polskiego na białych i czerwonych. Postawa Giedroycia była wielokrotnie postawą Księcia Wielopolskiego, „ kosmopolaka którego kształtuje kultura, który nie ulega mitom zbiorowym, nie płucze gardła co godzinę Polską”… Warto o tym pamiętać, warto sięgnąć po pozycję Grochowskiej dystansując się od prób przywłaszczenia ideologicznego spuścizny Maisons- Laffitte.
Piotr A. Maciążek |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Mój portal!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||