|
Na gruzach imperium sowieckiego...
Wpisy z tagiem: gruzja
niedziela, 22 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek
Ani najwyżsi urzędnicy, ani społeczeństwo, nie zdawali sobie sprawy z tego jak ważne jest odpowiednie zabezpieczenie stron państwowych. Aż do wczoraj… Domena polska.pl wykupiona przez Agorę (sic!) w kontekście wczorajszego paraliżu stron sejmu, rządu etc., jawi się jako forma protekcji najwyższych e-symboli Rzeczpospolitej przed hakerami i pułkami wojskowymi innych państw, które zajmują się sabotażem cyfrowym. Przykład chaosu, który zapanował w 2008 roku w Gruzji, gdy Rosjanie odcięli witryny ekipy Saakaszwilego powinien dać Polakom do myślenia. Nie dał- i to mimo tego, że gruzińskie strony rządowe korzystały z uprzejmości m.in. serwisu polskiego prezydenta- Lecha Kaczyńskiego. Moim zdaniem e-obecność naszego państwa naznaczono wczoraj piętnem „Polski w budowie”. Tym razem nie chodzi jednak jedynie o wizerunek naszego państwa, ale i jego bezpieczeństwo. Nowy rok nie sprzyja ekipie Tuska- po Arłukowiczu, wielkie zadanie czeka ministra (cyfryzacji) Boniego. Mam nadzieję, że jego działania pójdą w kierunku lepszego ZABEZPIECZENIA interesów Rzeczpospolitej w sieci a nie „stanu wojennego”, który wedle nowelizacji podpisanej przez prezydenta Komorowskiego można wprowadzić w naszym kraju w związku z atakiem cybernetycznym.
czwartek, 01 grudnia 2011
We wtorek, 29 listopada mieszkańcy stolicy Osetii Południowej – Cchinwali od rana gromadzili się na ulicach miasta. Według lokalnych mediów w kulminacyjnym momencie tłum liczył nawet do siedmiu tysięcy osób (choć liczba ta wydaje się przesadzona). Uczestnicy zgromadzenia świętowali zwycięstwo Ałły Dżiojewej w II turze wyborów prezydenckich. W radosnym korowodzie spowitym płatkami śniegupowiewały osetyjskie i rosyjskie flagi, przy dźwiękach tradycyjnej muzyki tańczyła młodzież. Zdawało się, że tak jak nie można zawiesić gęstych opadów śniegu, tak i nie można powstrzymać triumfujących mieszkańców Cchinwali. A jednak. Po południu parada zwycięzców przerodziła się w wiec poparcia, bowiem osetyjski Sąd Najwyższy anulował wyniki głosowania, a parlament wyznaczył nowy termin na 25 marca 2012, jednocześnie zabraniając Dżiojewej udziału w przyszłorocznych wyborach.
Republika Osetii Południowej ogłosiła niepodległość na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia, chcąc uniezależnić się od Tbilisi i połączyć z wchodzącą w skład ZSRR (dziś Federacji Rosyjskiej) Republiką Osetii Północnej. Separatystyczne dążenia regionu doprowadziły do wybuchu wojny, zakończonej podpisanym przez Borysa Jelcyna i Eduarda Szewardnadze porozumieniem w Dagomysie w 1992, na mocy którego na spornym terytorium zaczęły stacjonować gruzińsko-osetyjsko-rosyjskie siły pokojowe. Do roku 2004 w regionie utrzymywał się względny spokój. Ale po objęciu stanowiska prezydenta Gruzji przez Michaela Saakaszwilego zaczęło dochodzić do incydentów zbrojnych. W 2006 w Republice przeprowadzono referendum niepodległościowe, w którym większość głosujących opowiedziała się za suwerennością Osetii Południowej. Wyników nie uznała Gruzja. W 2008 po załamaniu rozmów gruzińsko-osetyjskich oraz nasilających się zajściach Gruzja przystąpiła do zbrojnego zajęcia regionu. W wyniku wojny sierpniowej, do której po stronie Osetii stanęła Rosja, Gruzja całkowicie utraciła wpływy na spornym terytorium. 25 sierpnia 2008 parlament rosyjski uznał niepodległość Osetii, w kolejnych latach zrobiły to także Nikaragua, Wenezuela i Nauru oraz Abchazja i Naddniestrze (dwa ostatnie organizmy funkcjonują jako państwa nieuznawane). Gruzja – pozostała część wspólnoty międzynarodowej – nie uznaje suwerenności Osetii, traktując ją jako integralną część swojego terytorium bezprawnie okupowaną przez Rosję.
Wybory prezydenckie z 2011 miały wyłonić następcę rządzącego przez dwie kadencje (wybory w 2001 i 2006) popieranego przez Moskwę Eduard Kokojty. Kokojta uważany jest za zdecydowanego przeciwnika reintegracji z Gruzją (w czasie wojny w 2008 osobiście dowodził osetyjskimi oddziałami) oraz zwolennika silnej współpracy z Rosją. W maju bieżącego roku osetyjski rząd przygotowywał referendum poddające pod głosowanie zmianę przepisów zabraniających pełnienie funkcji prezydenta dłużej niż przez dwie kadencje. Sąd Najwyższy oświadczył jednak, że zmiana ustawy zasadniczej drogą plebiscytu jest nie zgodna z konstytucją, może natomiast odbyć się poprzez głosowanie w parlamencie większością 2/3 głosów. Ostatecznie osetyjscy politycy zawiesili działania za rzecz zmiany przepisów, uwzględniając silne protest partii Komunistycznej, sprzeciwiającej się wprowadzaniu tego rodzaju modyfikacji na kilka miesięcy przed wyborami. W ostatnim czasie Kokojtę coraz częściej oskarża się o wprowadzenie w Osetii Południowej reżimu podobnego do Czeczenii pod rządami Kadyrowa oraz o defraudację pieniędzy przeznaczonych przez Rosję na odbudowę republiki po wojnie w 2008 (z tego powodu miał ponoć stracić poparcie samego Kremla).
W ostatnich kilku miesiącach w Cchinwali dochodziło do przedwyborczych niepokojów. Zintensyfikowanie wystąpień następowało proporcjonalnie do pozbawiania prawa startu w wyborach kolejnych kandydatów postrzeganych za przeciwników Kokojty. Do eskalacji demonstracji we wrześniu i październiku doprowadziła decyzja o nieprzyznaniu prawa do kandydowania uznawanemu za lidera opozycji Dżambolatowi Tedejewowi. Oficjalnym powodem odmowy rejestracji był fakt niezamieszkiwania w Osetii Południowej przez wymagane dziesięć lat. Tedejew, były trener rosyjskiej narodowej drużyny zapaśniczej, został także oskarżony o wszczynanie zamieszek. W wywiadzie dla BBC powiedział, że nie czuje się winny, a zaistniałą sytuację uważa za prowokację, mającą na celu niedopuszczenie do władzy ludzi spoza kliki Kokojty. Dodał, że wszyscy kandydaci wyborów w Osetii są prorosyjscy, bez względu na to, czy cieszą się oficjalnym poparciem Moskwy, czy nie, oraz że celem każdego z nich jest stworzenie legalnego rządu, który będzie pracował nad uznaniem niepodległości Osetii przez całą wspólnotę międzynarodową, a nie przez poszczególne państwa. W podobnej atmosferze prawa do kandydowania pozbawiono pięciu innych kandydatów, przez co ostatecznie w głosowaniu wystartowało 11 z 17 spodziewanych pretendentów do prezydenckiego fotela.
I tura wyborów prezydenckich w Osetii Południowej odbyła się w niedzielę, 13 listopada. Na terenie republiki o powierzchni 3 900 km2 i liczbie zaludnienia szacowanej od 15 do 70 tys. mieszkańców (tak duże rozbieżności wynikają z faktu opuszczenia Osetii przez nieznaną liczbę mieszkańców w czasie trwających tam konfliktów; najniższe dane dotyczące zaludnienia Osetii Południowej podają źródła gruzińskie) utworzono 84 lokale wyborcze, kolejne dwa znalazły się w Moskwie i Suchumi (Osetia Południowa posiada ambasady w tych miastach), natomiast nie zdecydowano się otworzyć żadnej placówki na terenie Osetii Północnej (zamiast tego, mając na względzie fakt, iż przebywa tam wielu Osetyjczyków z południa, w dzień wyborów ułatwiono przekraczanie granicy i zorganizowano transport autobusowy do dwóch przygranicznych lokali wyborczych). Komisja Wyborcza przygotowała 34 tys. kart do głosowania w kraju i 8 tys. zagranicą. Według miejscowego prawa, w I turze wyborów kandydat musiał otrzymać ponad 50% głosów, by zwyciężyć. Jednocześnie z głosowaniem na głowę państwa 13 listopada Osetyjczycy wzięli udział w referendum na temat uznania języka rosyjskiego za drugi język państwowy (do tej pory język rosyjski miał status języka oficjalnego). W przygotowanych przez moskiewskie: Instytut Marketingu Społecznego i Wyższą Szkołę Ekonomii wczesnych sondażach powyborczych w niedzielę wieczorem szacowano, że uznawany za faworyta Moskwy były minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Anatolij Bibiłow otrzymał 48% głosów, zaś na kolejnym miejscu uplasowała się była minister edukacji Ałła Dżiojewa z 30-procentowym poparciem. Oficjalne wyniki wyborów ogłoszone następnego dnia znacząco różniły się od powyższych prognoz, a rozbieżność pomiędzy kandydatami okazała się dużo mniejsza… Bibiłow uzyskał 25,44% głosów, a Dżiojewa 25,37%, frekwencja wyniosła 67,05%. W referendum dotyczącym zatwierdzenia języka rosyjskiego jako drugiego (obok osetyjskiego) języka urzędowego zmiany poparło 83,99% głosujących.
Gruzińscy politycy jeszcze na długo przed dniem wyborów deklarowali nieuznawanie ich przez Republikę Gruzji oraz apelowali o to samo do całej społeczności międzynarodowej. W ich komentarzach pojawiały się liczne gorzko-ironiczne stwierdzenia na temat bezcelowości wyborów, które polegają na, „wymianie marionetek przez Kreml”, czy też przeprowadzania głosowania na terytorium, które 30% rdzennych mieszkańców (Gruzinów) opuściła w obawie przed czystkami etnicznymi, a z pozostałych połowę stanowią wojskowi. Zgodnie z oczekiwaniami Tbilisi deklarację o nieuznawalności wyborów w Osetii Południowej oraz poparciu suwerenności i jedności terytorialnej Gruzji złożyły m.in. UE, USA, NATO, GUAM, a także Azerbejdżan (stanowisko Azerbejdżanu przedstawił minister spraw zagranicznych w specjalnym oświadczeniu, podobny dokument wystosowało w sierpniu tego roku Tbilisi w związku z wyborami w Górskim Karabachu) i Armenia (mimo bliskich związków z Rosją, Armenia nie uznała legalności wyborów w Osetii Południowej, choć nie wydała w tej sprawie odrębnego oświadczenia). W samym dniu wyborów, 13 listopada, w Europejskim Domu w Tbilisi otwarto wystawę „Osetia 2008”. Jednymi z pierwszych, którzy mogli ją obejrzeć byli mieszkańcy osiedla dla uchodźców wewnętrznych Koda z obrzeży Tbilisi, niektórzy z nich na fotografiach odnajdowali swoje porzucone domy.
Datę II tury wyznaczono na niedzielę, 27 listopada. W okresie dwóch tygodni, oddzielających I i II turę część przegranych kandydatów przekazała swoje poparcie dwóm pozostałym na polu bitwy. Dżiojewa, której wejście do II tury zostało przyjęte z niemałym zaskoczeniem, otrzymała poparcie Władimira Kelekhsaewa (zdobył 6,6% w I turze), a także niedopuszczonego do kandydowania zaciekłego przeciwnika urzędującego Kokojty – Dżambolata Tedejwa. Bibiłowa z kolei poparł m.in. szef państwowych zakładów piekarniczych Wadim Tskhowrebow (I turze otrzymał 9,9%) oraz zastępca mera Cchinwali –Alan Kotaew (9,6% w I turze). Swojego poparcia Bibiłowowi udzielił także Kokojta. Ustępujący prezydent w wywiadzie dla „Komsomolskaja Prawda” stwierdził, że to wykluczone, by kobieta została głową państwa Republiki Osetii. Miał powiedzieć: „Nikt tu nie narusza praw kobiet. W naszym społeczeństwie są dobrze traktowane i szanowane. Ale tak czy inaczej, Kaukaz to Kaukaz”. Ponadto, 21 listopada podczas spotkania z Bibiłowem w stolicy Osetii Północnej Władykaukazie prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział, że liczy na efektywne przywództwo praz poprawę bezpieczeństwa młodej republiki.
Tymczasem w Tbilisi rozgorzało oburzenie po tym, jak Miedwiediew we Władykaukazie stwierdził, że gdyby nie wojna z 2008, sytuacja geopolityczna w regionie wyglądałaby zupełnie inaczej oraz że sierpniowy konflikt skutecznie zablokował gruzińską drogę do NATO, tym samym odsuwając ewentualną granicę sojuszu od granicy Federacji Rosyjskiej. W komentarzu dla „Echa Moskwy” gruziński minister spraw zagranicznych Grigol Waszadze powiedział, że nie jest zdziwiony słowami Miedwiediewa oraz ze również żaden z zachodnich przywódców nie uwierzył w poprzednie wypowiedzi rosyjskich liderów o włączeniu się konflikt z 2008 w celu „ochrony swoich obywateli”. Warto dodać, że kilka dni wcześniej, 17 listopada, Parlament Europejski uchwalił rezolucję, uznającą obecność Rosjan w Abchazji i Osetii za bezprawną okupację tych terenów. Europosłowie zaapelowali do stosownych organów UE o podjęcie rozmów z Federacją Rosyjską na temat wypełnienia kończącego wojnę z 2008 porozumienia Sarkozy–Miedwiediew. Tbilisi uznało dokument unii za bezprecedensowy, 25 listopada w stolicy Gruzji prezydent Saakaszwili uhonorował Orderem Zwycięstwa Świętego Jerzego eurodeputowanego Krzysztofa Liska (odpowiedzialnego za przygotowane rezolucji). Dalsza część Biuletynu Wschodniego pióra Sylwii Skrzypczyk w tym miejscu.
środa, 26 stycznia 2011
Polityka wschodnia to modne sformułowanie stanowiące trzon wewnętrznych, polskich rozgrywek politycznych. Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów w tym dyskursie są realne możliwości naszego kraju, dotyczące oddziaływania i kształtowania przestrzeni postsowieckiej.
Zdaniem wielu publicystów Warszawa nie posiada zasobów finansowych, gospodarczych ani militarnych, które można wprzęgnąć w wielkoformatowe działania MSZ. Czy można zatem mówić o polskim soft power na wschodzie (czyli de facto niezbędnych instrumentach polityki wschodniej)? Warto w kontekście powyższego pytania zaprezentować działania gruzińskie. Świadczą one najlepiej o tym, że nawet dysponując skromnymi środkami z budżetu centralnego można wypracować skuteczną formę dyplomatycznego soft power oddziaływującego na sąsiednie podmioty polityczne. Pozwolę sobie zacytować[1] kilka wypowiedzi Temura Jakobaszwilego, gruzińskiego ministra do spraw reintegracji, który zaprezentował działania swojego rządu w niedawnej rozmowie z Elżbietą Kustrą- Pirweli na łamach Nowej Europy Wschodniej. Twierdzi on, że „pomimo okupacji” (czyli sytuacji beznadziejnej z punktu widzenia Tbilisi) najwyższe władze Gruzji czują się odpowiedzialne za ludzi, którzy mieszkają na zajętych terytoriach. Odnosząc tą wypowiedź do polskiej rzeczywistości trzeba byłoby przytoczyć słowa marszałka Piłsudskiego: „gdy brak marmuru, z gówna trzeba lepić monumenty”. Jakobaszwili brnie dalej w swoją konkretną, programową wypowiedź i serwuje nam pozorną oczywistość: „rząd powinien mieć strategię”. Nie poprzestając na tym zdaniu płynnie zaczyna wymieniać inicjatywy gruzińskie: pomoc humanitarną (wsparcie finansowe udzielone na bazie odpowiednich programów pomocowych), wspieranie handlu (budowanie relacji międzyludzkich i związków gospodarczych) oraz przedsięwzięcia socjalne (edukacja, służba zdrowia). Główny zarys programowy, który przytoczyłem za słowami ministra to nie wszystko. On przedstawia konkrety! By wymienić tu jedynie specjalną strefę ekonomiczną na terytoriach przygranicznych, ułatwienia wizowe dla mieszkańców kaukaskich republik FR, Achazji i Osetii, czy wprowadzenie „neutralnych paszportów i dowodów osobistych (odpowiednik Karty Polaka). Doniesienia prasowe mówią także o rosyjskojęzycznym kanale telewizyjnym TV Kaukaz, który obejmie zasięgiem region, w którym Rosja stoi w obliczu zagrożenia terroryzmem islamskim (w tym samym czasie usłyszałem o rządowych przymiarkach dotyczących likwidacji TV Biełsat). O ileż większe możliwości posiada Polska zarówno w charakterze samodzielnego państwa jak i członka Unii Europejskiej. Wsparcie finansowe dla krajów postradzieckich może być udzielane poprzez inicjatywę Partnerstwa Wschodniego i jego projektów (np. east investment). Doświadczenie pokazuje jednak, że w tym przypadku konieczna jest aktywność dyplomatyczna i pozyskiwanie środków finansowych ze źródeł innego rodzaju niż budżet PW, który wynosi około 600 mln euro. Do tej pory w wyniku działań polskiego rządu wsparcia stowarzyszonym krajom udzielił m.in. Bank Światowy, ale to wciąż zbyt mało! Działania związane ze znoszeniem wiz i tworzeniem przygranicznych stref ekonomicznych należy zintensyfikować. Dobrym krokiem byłoby zniesienie wiz dla Rosjan by zwiększyć ilość kontaktów międzyludzkich z Obwodem Kaliningradzkim. W tym przypadku –ale i białoruskim czy ukraińskim- aktywne, polskie lobbowanie w Brukseli jest konieczne. Choć wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, inicjatywą strategiczną z perspektywy polskiej polityki wschodniej jest także zmiana prawnych regulacji dotyczących pobytu osób czasowo pracujących w Polsce a posiadających obywatelstwo krajów PW. Rzeczpospolita powinna także dotować białoruskie, ukraińskie czy rosyjskie wydawnictwa drukujące polską literaturę. Parafrazując wypowiedź Janusza Palikota: wydawaliśmy zawsze niebagatelne kwoty na armię a ona zawsze przegrywała. Ocaliła nas kultura! W tym kontekście wszelkie starania naszego MSZ powinny cechować się długofalowymi działaniami wpływającymi na przemiany cywilizacyjne naszych wschodnich sąsiadów a nie działania doraźne. Piotr A. Maciążek Grafika: Merlin.pl [1] Cytaty za Nowa Europa Wschodnia, styczeń- luty 2011, s. 77-79.
środa, 24 listopada 2010
Tekst jest fragmentem analizy politycznej przygotowanej dla FAE. Dotyczy przyszłości Kaukazu.
Moim zdaniem wpływy Kremla na Kaukazie będą systematycznie wzrastać, na co wskazuje aktualna polityczna ofensywa Rosji i sprzyjające jej warunki polityczne. Najbliższy sąsiad Moskwy- Gruzja, z pewnością nie będzie w stanie odzyskać kontroli nad terytoriami separatystycznymi, które ogłosiły niezależność w 2008 roku. Abchazja i Osetia Południowa stanowią już dziś de facto protektoraty rosyjskie, więc polem ewentualnej ekspansji moskiewskiej pozostaje teren Republiki Autonomicznej Adżarii, która znajduje się pod kontrolą Tibilisi dopiero od Rewolucji Róż. To na jej terenie 13 listopada 2007 roku zlikwidowano ostatnią bazę Federacji w Gruzji (Batumi), wspierającą przez wiele lat rządy lokalnego, niezależnego lidera Aslana Abaszydze. Kreml -jeśli sytuacja na dalekim wschodzie Rosji na to pozwoli- będzie także dążył do rozmieszczenia w rejonie Morza Czarnego okrętu klasy Mistral. Transakcja z Francją wydaje się jedynie kwestią czasu a za takim rozwiązaniem opowiada się m.in. admirał Władimir Wysocki, który powiedział: „gdybyśmy mieli podczas wojny z Gruzją okręt klasy Mistral, Flota Czarnomorska wypełniłaby swoje zadanie w czterdzieści minut, a nie w ponad dwadzieścia sześć godzin jak to miało miejsce”.[1]Pomimo wszystkich moich uwag sytuacja w Gruzji nie powinna się w najbliższym czasie zmienić. 15 października przyjęto nowelizację konstytucji gruzińskiej z 24 sierpnia 1995 roku. W jej wyniku prawie wszystkie uprawnienia prezydenta spoczęły w rękach premiera. „Zaktualizowana” ustawa zasadnicza ma wejść w życie zaraz po nadchodzących wyborach prezydenckich, w których nie może wziąć już udziału prezydent Saakaszwili. Taka sytuacja nie pozostawia złudzeń- "nowa" konstytucja pozwoli obecnym prozachodnim elitom pozostać u władzy a nowym premierem zostanie popularny "Misza". Moskwa ma w tym przypadku ograniczone pole działania, niedawne wybory samorządowe pokazały, że partia rządząca cieszy się dużą popularnością w społeczeństwie.[2] Zmianie nie powinna w najbliższym czasie ulec także „siedząca wojna” jaka toczy się od przeszło 20 lat pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem. Erywań to dziś (w pełnym znaczeniu tego słowa) protektorat rosyjski. Z punktu widzenia militarnego należy do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym oraz udostępnia Moskwie nieodpłatnie bazę w Giumri. Ponadto Kreml dostarcza Armenii regularnie broń oraz kształci za darmo większość ormiańskich oficerów we własnych szkołach wojskowych.[3]Z tego punktu widzenia wsparcie rosyjskie dla władz w Erywaniu jest oczywiste a pozorne działania takie jak październikowa inicjatywa Dmitrija Miedwiediewa jedynie zamrażają konflikt. Choć prezydenci Serż Sarkisjan i Ilham Alijew podpisali deklarację w sprawie uregulowania konfliktu karabachskiego,to jednak jego korzenie sięgają zbyt głęboko. Azerbejdżan posiada eksklawę oddzieloną od swojego terytorium obszarem ormiańskim (Republika Nachiczewańska) oraz terytorium separatystyczne, które teoretycznie stanowi integralną część państwa de facto stanowi jednak osobny podmiot zamieszkiwany i zarządzany przez Ormian (Górski Karabach). Eksklawa azerska oraz ormiańskie terytorium separatystyczne są jątrzącą się raną bilateralnych stosunków Armenii i Azerbejdżanu. Artur Bagdasarian, sekretarz armeńskiej Rady Bezpieczeństwa stwierdził niedawno że „ dla Armenii kluczowe są trzy kwestie: niepodległość Górskiego Karabachu, bezpośrednia łączność jego władz z Erewaniem, bezpieczeństwo mieszkających tam Ormian”[4]. Są to postulaty, na które Azerbejdżan może odpowiedzieć w tylko jeden sposób- siłą. Prezydent Alijew zaznaczył niedawno, że „ będzie tak długo prowadzić rozmowy dyplomatyczne, dopóki będzie nadzieja na pokojowe przywrócenie terytorialnej integralności [Azerbejdżanu]”.[5] Geopolitycznym uskokiem, jaki niewątpliwie wytworzył się na omawianych terenach po upadku ZSRR , interesuje się także Turcja. Próby Ankary, która dąży do otwarcia swojej bazy wojskowej w Nachiczewańskiej Republice Autonomicznej, są jednak udaremniane przez Moskwę. Kilka miesięcy temu (16 sierpnia) z oficjalną wizytą w Azerbejdżanie zjawił się prezydent Turcji Abdullah Gul. Ciekawe, że wyprzedzała ona o kilka dni prezydenta Miedwiediewa. Tym samym Turcja podjęła próbę aktywniejszej dyplomacji w regionie, ale reakcję Azerbejdżanu należy uznać za chłodną.
Podsumowując; działania Ankary na terenie Kaukazu są dziś pasywne i niekonsekwentne, co bardzo cieszy Moskwę, która poszerza swoje wpływy za pomocą politycznego arbitrażu. W tym kontekście październikowa deklaracja podpisana pod auspicjami Miedwiediewa przez Sarkisjana i Alijewa to tylko jeden z elementów układanki. Kolejnym może okazać się próba wprowadzenia rosyjskich wojsk do Górskiego Karabachu w roli „misji pokojowej” lub stabilizacyjnej tak jak to się stało swego czasu w Abchazji i Osetii Południowej. Ewentualnym polem, na którym Moskwa może poszerzać swoje wpływy jest także świeżo podporządkowana władzy w Tibilisi- Adżaria. W Gruzji nie należy się jednak spodziewać zastąpienia obozu „Miszy” prorosyjską opcją polityczną w toku zbliżających się wyborów prezydenckich. Piotr A. Maciążek
Grafika: Kaukaz.pl
[1] Nowa Europa Wschodnia, wrzesień- październik 2010, s. 100. [2] Porównaj: http://www.civil.ge/eng/category.php?id=32 [3] Nowa Europa Wschodnia, listopad- grudzień 2010, s. 97. [4] http://www.rp.pl/artykul/562762_Pogrozki-Baku-sa-nie-do-przyjecia.html [5] http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Prezydent-nie-wyklucza-podjecia-dzialan-zbrojnych,wid,12828882,wiadomosc.html?ticaid=1b3cd
sobota, 06 listopada 2010
Przedstawiam zarys najważniejszych tez jakie postawił w swoim artykule Robert Śmigielski- analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Tekst podkreśla słabe strony armii rosyjskiej, która zdaniem autora nie zdaje egzaminu z konfliktów lokalnych takich jak Wojny Czeczeńskie czy Wojna Pięciodniowa. Dlaczego? Zapraszam do lektury mojego streszczenia:
Piotr A. Maciążek
Artykuł Roberta Śmigielskiego- "Niezwyciężona?" ukazał się w najnowszym numerze NEW. Grafika: kagero.pl
wtorek, 26 października 2010
Pod koniec września parlament Gruzji przyjął w pierwszym czytaniu projekt poprawek do obowiązującej ustawy zasadniczej. Przed ostatecznymi zmianami konstytucji swoją opinię na ten temat miała wyrazić także Komisja Wenecka, która jest organem doradczym Rady Europy. Ostatecznie 15 października zaopiniowana nowelizacja weszła w życie. Jakie zmiany spowoduje?
Choć ustrojowy środek ciężkości Gruzji przesunie się z systemu prezydenckiego na parlamentarno- gabinetowy to jednak ogrom dysproporcji pomiędzy poszczególnymi członami władzy wykonawczej jest doskonale widoczny. Konsekwencją nadchodzących zmian będzie raczej zbliżenie rozwiązań gruzińskich do modelu niemieckiego, kanclerskiego aniżeli klasycznej formy rządów parlamentarno- gabinetowych.
Do dyspozycji „Miszy”, który z pewnością zostanie premierem po ukończeniu drugiej kadencji prezydenckiej pozostaną liczne prerogatywy. Jedną z najistotniejszych jest osobisty dobór gubernatorów przez premiera. To niebywale istotne uprawnienie, konstytucja gruzińska nie posiada bowiem zapisów odnoszących się do władz samorządowych. Obóz Saakaszwilego uzyskał bardzo dobre wyniki w ostatnich wyborach lokalnych w Tbilisi, przychylni gubernatorzy na prowincji z pewnością spotęgują ten trend poza stolicą. W centralizacyjny nurt znowelizowanej konstytucji wpisują się także kolejne uprawnienie szefa rządu- nominacje dowódców wojskowych, ambasadorów a także personalny dobór rady ministrów. Dotąd rozwiązanie jakie obowiązywało w gruzińskiej konstytucji przypominało polskie wzory ustrojowe przed rokiem 1997 (tzw. Mała Konstytucja roku 1992). W obu przypadkach istniały tzw. resorty prezydenckie, czyli ministerialne teki które obsadzała głowa państwa. Z reguły były to kluczowe resorty siłowe.
Oddanie kontroli nad Ministerstwem Obrony Narodowej i Ministerstwem Spraw Wewnętrznych w ręce premiera marginalizuje de facto urząd prezydencki. Na tym jednak nie koniec, głowa państwa w warunkach nowej konstytucji wyraźnie się dewaluuje. Od 2013 roku prezydent zostanie zakneblowany w kraju (brak inicjatywy ustawodawczej) oraz za granicą (będzie zawierał układy międzynarodowe za zgodą rządu).
Poprawki konstytucyjne spowodują, że środek ciężkości przesunie się dysproporcjonalnie w kierunku premiera, co w swojej opinii doradczej zasygnalizowała także Komisja Wenecka. „Zaktualizowana” konstytucja ma wejść w życie zaraz po nadchodzących wyborach prezydenckich, w których nie może wziąć już udziału prezydent Saakaszwili. Taka sytuacja w warunkach gruzińskich nie pozostawia złudzeń. Czy popularny w społeczeństwie „Misza” zmodernizuje kraj i wyrwie go z rosyjskiej strefy wpływów za pomocą modelu „patriotycznej dyktatury”?
Piotr A. Maciążek
Grafika:garnek.pl
wtorek, 28 września 2010
24 Września parlament Gruzji przyjął w pierwszym czytaniu projekt poprawek do obowiązującej konstytucji. Zmiany osłabią rolę prezydenta i wzmocnią stanowisko premiera i parlamentu. Opozycja twierdzi, że zostały one skrojone na potrzeby prezydenta Saakaszwilego, który nie może kandydować na najwyższe stanowisko państwowe trzeci raz pod rząd. Czy postanowił więc wzorem Putina zostać premierem? Zgodnie z konstytucją Gruzji z 24 sierpnia 1995 roku Gruzja to republika o modelu prezydenckim. Prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych, co daje mu silny mandat społeczny a dodatkowo to na jego wniosek Rada Najwyższa (parlament) powołuje premiera. Zmiany przegłosowane 24 września (dokument przyjęto 123 głosami przeciw 4) muszą przejść jeszcze przez drugie czytanie podczas, którego być może zostaną uwzględnione uwagi Komisji Weneckiej Rady Europy, która opiniowała projekt. Władza zadbała też o konsultacje społeczne dokumentu jednak bardzo silne poparcie obozu rządzącego podczas niedawnych wyborów samorządowych wskazuje, że Gruzini i tak zaakceptują wszelkie poczynania Saakaszwilego (grafika przedstawia szczegółowy rozkład głosów).
Część wyborców poparła obóz obecnego prezydenta szczerze, ale sporo z nich zrobiło to w obawie przed ewentualnym chaosem jaki powstałby po upadku Saakaszwilego. Gruzja straciła już sporo (Abchazja, Osetia Południowa), ale nadal ma wiele do stracenia, bo nie jest przecież krajem jednolitym. Adżaria, która pod kontrolę Gruzji wróciła dopiero w 2004 roku jest tego najlepszym przykładem. Wojska rosyjskie opuściły jej terytorium (a tym samym Gruzji) dopiero w 2007 roku, rok później były już w Abchazji i Osetii. Właśnie dlatego dla Gruzinów najważniejszy jest spokój i stabilizacja a Saakaszwili je zapewnia. Zresztą wzrost autorytaryzmu prezydenta nie przeczy rozwojowi gospodarczemu Gruzji o czym przekonali się np. Swanowie zamieszkujący Swanetię, obszar na wschód od Abchazji wpisany na listę UNESCO. Rządy Zjednoczonego Ruchu Narodowego (partii rządzącej) uczyniły z tego obszaru atrakcję turystyczną i wizytówkę Gruzji. Zmiana konstytucji Gruzji pociągnie za sobą przekształcenie państwa z republiki prezydenckiej w parlamentarno- gabinetową. Premier ma być powoływany przez większość parlamentarną a nie prezydenta. Znacznie łatwiejsze dla parlamentu ma być także odrzucanie wet prezydenckich. Wydaje się, że poprawki konstytucyjne są mieczem obosiecznym. Takie zmiany mogą ułatwić Saakaszwilemu długofalowe reformy modernizujące kraj lub wręcz przeciwnie skazać jego partię na kosztowne koalicje parlamentarne. Czy zmiany są kolejnym elementem wzmacniającym autorytaryzm prezydenta? A może są krokiem ku demokratyzacji, która scentralizowane poradzieckie rządy prezydenckie przekształci w demokrację parlamentarną? Piotr A. Maciążek Źródło grafiki: http://www.civil.ge/eng/category.php?id=32
niedziela, 12 września 2010
Przedstawiam zarys najważniejszych wątków rozmowy Marcina Olejnika z Giorgim Chaindrawą, która ukazała się w najnowszym numerze Nowej Europie Wschodniej. Chaindrawa to reżyser i polityk, uczestnik rewolucji róż i były współpracownik prezydenta Saakaszwilego. Dziś pozostaje w opozycji do „autorytarnego reżimu prezydenta Gruzji”. Chaindrawa twierdzi, że:
Piotr A. Maciążek
Wywiad dostępny w najnowszym numerze Nowej Europy Wschodniej.
Grafika: konflikty.wp.pl
piątek, 20 sierpnia 2010
30 Lipca pisałem o tym, że rosyjska „próba monopolizowania systemu bezpieczeństwa w regionie poradzieckim ma ścisły związek z mediacyjnym charakterem rosyjskiej dominacji.” Swój geopolityczny Plan Rosja realizuje z dużą konsekwencją. Jest już arbitrem konfliktu gruzińsko- osetyjsko- abchaskiego oraz armeńsko- azerbejdżańskiego. System bezpieczeństwa Kaukazu Południowego został zmonopolizowany przez Kreml podczas wojny z Gruzją w 2008 roku, która wyeliminowała zagrożenie rozciągnięcia wpływów NATO i UE nad regionem. Rosja rozbudowuje konsekwentnie swoje placówki wojskowe na terytorium Kaukazu Południowego. Przedłużenie działalności rosyjskiej bazy w Armenii do 2044 roku i ujawnienie istnienia takich ośrodków w Abchazji to najlepsze przykłady procesu jaki zachodzi w strategicznym dla dywersyfikacji źródeł energii regionie świata. Bardzo ciekawie prezentuje się brak przeciwdziałania takiemu zjawisku ze strony administracji amerykańskiej. Niedawna wizyta Clinton w Gruzji przyniosła jedynie gołosłowne zapewnienia o „nieuznawaniu stref wpływów” przez Waszyngton i zapewnieniu, że poprawa stosunków USA z Rosją „nie odbywa się kosztem Tbilisi”. Sekretarz stanu stwarzała przy tym wrażenie kompletnie nie zorientowanej w sytuacji całego regionu po cenzurze roku 2008. Bardzo trafnie zdefiniował ją gruziński minister stanu ds. reintegracji Temur Iakobaszwili, który rosyjskie rakiety obrony powietrznej S-300 rozmieszczone w Abchazji nazwał "zmianą równowagi sił w regionie". Co ciekawe wtórował mu prezydent Medwiediew, który podczas wizyty w Armenii stwierdził, że „misją Rosji jako największego i najpotężniejszego państwa w regionie (...) jest zapewnienie pokoju i porządku na Kaukazie.”
Arbitraż to kolejna po monopolizowaniu systemu bezpieczeństwa skuteczna i atrakcyjna wizerunkowo forma dominacji rosyjskiej nad regionem. Trzeba pamiętać, że jego polem działania jest konflikt, który nawet w sytuacji próżni należy wzniecić. Rosja jest tlenem, który starannie podsyca kaukaski kocioł bałkański i sprawuje pieczę nad nie uznawanymi przez ONZ obszarami separatystycznymi, których Kaukaz staje się prawdziwą wylęgarnią (Abchazja, Osetia, Górski Karabach). Przykładem nowego rozdania w geopolitycznej układance Kremla może, być patronat Medwiediewa nad porozumieniem podpisanym w 2008 roku przez Armenię i Azerbejdżan w spawie rozpoczęcia rozmów dotyczących ciążącego w stronę Armenii Górskiego Karabachu. Mediacyjny charakter dominacji rosyjskiej w pełni uwidoczni się zapewne po zakończeniu ostatniej, drugiej kadencji przez prezydenta Saakaszwilego. Będzie to okres, w którym zostaną podjęte próby narzucenia rosyjskich interesów Gruzji- kluczowemu państwu na południowym Kaukazie.
Najważniejszy jest brak realnego czynnika, który hamowałby poczynania Moskwy w regionie. USA koncentruje swoją uwagę nad Pacyfikiem, działania Turcji tradycyjnego gracza na Kaukazie wyglądają bardzo blado. 16 sierpnia z oficjalną wizytą w Azerbejdżanie zjawił się prezydent Turcji Abdullah Gul. Wizyta wyprzedzała o kilka dni prezydenta Medwiediewa. Tym samym Turcja podjęła próbę aktywniejszej dyplomacji w regionie, ale reakcja Azerbejdżanu jest dość umiarkowana. Niedawne „pojednanie” turecko- armeńskie umniejszyło rolę Ankary w potencjalnym rozwiązaniu kwestii Karabachu.
Czy Kaukaz stanie się rosyjską strefą wpływów? Wiele czynników potwierdza taki obrót sprawy. W przeciwieństwie do Europy Wschodniej, Azji Centralnej czy Dalekiego Wschodu właśnie w miejscu swojego „miękkiego podbrzusza” Moskwa nie napotyka jak na razie na polityczne przeszkody i kontrkandydatów pretendujących do odgrywania znaczącej roli w regionie. Determinacji, konsekwencji oraz środków gospodarczych i militarnych Rosjanom nie zabraknie. Wiedzą, że Kaukaz jest ważny.
Piotr A. Maciążek
Grafika: kaukaz.pl |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Mój portal!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||