|
Na gruzach imperium sowieckiego...
Wpisy z tagiem: Maciążek
niedziela, 12 lutego 2012
Minister Radosław Sikorski przebywał 8 lutego z wizytą na Ukrainie- MSZ wydało oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Czy można wyłuskać z niego nieco więcej informacji? OSW i nowy Podsekretarz Stanu w działaniach MSZ Pierwsza ważna informacja zawarta w depeszy to postać Podsekretarza Stanu Katarzyny Pełczyńskiej- Nałęcz, znanej z pracy w Ośrodku Studiów Wschodnich. W zasadzie jej niedawna nominacja wiąże się z expose Sikorskiego, w którym zaznaczył, że ministerstwo opiera swoje działania w znacznym stopniu na pracy OSW i PISM. Warto przytoczyć kilka fragmentów jej doskonałego opracowania „Dokąd sięgają granice Zachodu?”, w którym stwierdza m.in., że:
Pytanie brzmi- czy nowy nabytek MSZ wkomponuje się w działania tego resortu. Nie są to tezy, które lansuje Sikorski- jeden z głównych architektów „odwilży” z Rosją. Z tego co wiem także samo OSW nie jest dobrze postrzegane przez rosyjskich oficjeli, jak wygląda zatem rzeczywisty wpływ tego think- tanku na ministerstwo? Obecność Katarzyny Pełczyńskiej- Nałęcz w otoczeniu Sikorskiego podczas wizyty na Ukrainie daje do myślenia. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Po prezydencji czas na polską pasywność w kwestii Ukrainy? Także cytat szefa polskiego MSZ z oficjalnej depeszy sporządzonej przez rzecznika resortu wzbudził moje zainteresowanie:
Zdanie to pada coraz częściej i ma w sobie sporo racji. Chęci po stronie ukraińskiej nie ma- kwestia ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej jest tego najlepszym przykładem. Tyle tylko, że nie wynika ona wyłącznie z niechęci do reform i niepopularnych decyzji, które trzeba podjąć bez obietnicy członkostwa w UE… W tle toczy się walka, jak słusznie zauważyła Katarzyna Pełczyńska- Nałęcz, o „strefę uprzywilejowanych interesów Rosji”. Jest ona widoczna w projektach: strefy wolnego handlu w obrębie Wspólnoty Niepodległych Państw, Unii Celnej tworzonej z Białorusią i Kazachstanem czy projektowanej Unii Eurazjatyckiej. W strategicznym interesie Polski leży aktywne torpedowanie tych poczynań, szczególnie na polu ukraińskim. Tajemnicą poliszynela jest bowiem fakt, że powyższe projekty powoływano do życia z myślą o członkostwie Kijowa w ich strukturach. Aktywność Rosji Racja stanu wymaga byśmy wchodzili z butami w kwestie ukraińskiego zbliżenia z Zachodem, nawet gdy Kijów sobie tego nie życzy. Rozsądne państwa myślą w kategorii dekad. Trzeba wyciągnąć wnioski z rosyjskiej aktywności na Białorusi, Ukrainie i innych krajach byłego ZSRR. Tu już nie chodzi o agresywność geoekonomiczną kremla, ale także „staroświeckie” interwencje militarne np. w Gruzji, tworzenie terytoriów separatystycznych i ich militaryzacje. Rosja nagina dziś porządek pozimnowojenny a my ustami polskiego prezydenta planujemy zastąpienie systemu bezpieczeństwa na kontynencie opartego na NATO, nowym europejskim, w którym będzie uczestniczyć Rosja… Kontakt z autorem: piotrmaciazek@politykawschodnia.pl
sobota, 11 lutego 2012
Piotr A. Maciążek Korupcja to pięta achillesowa Władimira Putina. Na jej grzbiecie swój sukces zbudował rosyjski arcybloger Aleksiej Navalny, skupując akcje wielkich koncernów państwowych i żądając od nich sprawozdań finansowych. To ona była jednym z najważniejszych haseł podczas protestów rosyjskich opozycjonistów zapoczątkowanych sfałszowanymi wyborami do Dumy. W obu przypadkach uderzenie w premiera Putina było pośrednie, sytuację tą zmienia powołanie londyńskiego Komitetu Przeciw Korupcji. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Organizacja ta skupia rosyjskich biznesmenów takich jak Walery Morozow, Siergiej Kolesnikow oraz osoby publiczne w tym m.in. Władimira Bukowskiego i Lwa Ponomariowa. Jej cel jest jasny: monitorowanie zagranicznych kont, na których lokuje się „mienie rosyjskiej korupcji”. Komitet wydał już oficjalne oświadczenie na stronie snob.ru, w którym swoje działania motywuje nieuchronnym powstaniem „międzynarodowego trybunału karnego dla reżimu Putina”. Brzmi komicznie? Niekoniecznie! Trzon Komitetu to ludzie, którzy uciekli z Rosji z obawy o swoje życie, chcą się odegrać i co najważniejsze mają takie możliwości. 30 stycznia zapowiedzieli, że wkrótce podadzą do publicznej wiadomości nazwiska 50 najbardziej skorumpowanych urzędników z bliskiego otoczenia Władimira Putina. Dowody mają zawierać przykłady malwersacji, kwoty i kraje, w których ulokowano „łup”. Panowie nie żartują! Jeden z nich jest znany rosyjskim mediom z powodu ujawnienia przekrętu finansowego na wielką skalę związanego z czarnomorskim „Pałacem Putina”.
Siergiej Kolesnikow kilka miesięcy temu zwrócił się z listem otwartym do prezydenta Miedwiediewa, ujawnił w nim aferę z budową pałacu dla Władimira Władimirowicza. Pieniądze na ten kompleks miały pochodzić z przekrętów związanych z zakupem sprzętu medycznego za pieniędzy budżetowe. Kolesnikow twierdzi, że osobiście przekazał na pałac ponad miliard dolarów z „czarnej kasy” kremla. To właśnie dlatego członkowie Komitetu Przeciw Korupcji stwierdzają, że „pozbawienie reżimu zagranicznych depozytów, pałaców i jachtów uzyskanej na drodze ukrytej korupcji osłabi go bardziej niż milionowe marsze”. Ich sposób działania jest zresztą bardzo podobny do kampanii prowadzonej przez Navalnego. Mówienie o pieniądzach: kto je ma, kto je ukradł, kto ich nadużywał to jedyna retoryka, która wpływa na Rosjan, może ona wstrząsnąć obecnym systemem, na czele którego stoi Putin. Kontakt z autorem: piotrmaciazek@politykawschodnia.pl Tagi:
Kolesnikow
Komitet Przeciw Korupcji
Maciążek
Międzynarodowy Trybunał Karny dla Putina
Navalny
putin
rosja
09:35, historiozof ,
Piotr A. Maciążek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lutego 2012
Piotr A. Maciążek 4 lutego rosyjscy Dekabryści znów protestowali żądając prawa do uczciwych wyborów i dymisji Władimira Putina. Tym razem piłka była jednak po stronie władzy. Protesty opozycji nie zwiększyły swojej dynamiki (100 tysięcy osób), zupełnie inaczej wyglądają natomiast działania władz, które wykorzystały genialne sztuczki socjotechniczne oraz brudne chwyty dzięki aktywności służb specjalnych. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Mam tu na myśli krążące w rosyjskiej sieci filmy, których celem była dyskredytacja liderów Dekabrystów. Szenderowicz z prostytutką, czy Ryżkow masturbujący się przy stosieprzeglądanych dokumentów to najbardziej znane przykłady. Działania te przyniosły kremlowi umiarkowany sukces. Ksenia Sobczak stwierdziła dowcipnie, że skoro Ryżkow uprawiał samogwałt patrząc w dokumenty to znaczy, że w najbardziej intymnych momentach swojego życia myśli o ojczyźnie. Próbą zniwelowania opozycji był także wiec poparcia Putina, który zebrał według różnych szacunków od 30-100 tysięcy osób (szacunki opozycji i władz). Organizator proputinowskiego spędu został dodatkowo ukarany mandatem za zaniżanie rzeczywistej liczby uczestników zgromadzenia... Zareagował nawet Władimir Putin, który obiecał pokryć część finansowej kary. Dlaczego część? Premier nie zarabia przecież dużo... Powyższe działania świadczą o utrzymaniu kursu grupy trzymającej władzę na marcową prezydenturę Władimira Putina. Być może nie będzie to nawet tak trudne jak wydawało się jeszcze w grudniu 2011 roku...
sobota, 04 lutego 2012
Piotr A. Maciążek Kwestia polskiej racji stanu bardzo głęboko dotyka problematyki europejskiej. Zachłyśnięci Unią - czego i ja w pewnym sensie doświadczyłem w tym tygodniu odwiedzając Parlament i Komisję Europejską- mamy problem z wypowiedzeniem prostego zdania: to co jest dobre dla Europy nie zawsze jest dobre dla Polski. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Podczas 48 Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w obszar tej problematyki wkroczył także prezydent Bronisław Komorowski.
Odcięcie pępowiny europejskiej od USA jest powszechnie akcentowanym postulatem, swego czasu znany niemiecki politolog Peter Bender porównał te relacje do polityczno- kulturalnej zależności Rzymu i Grecji. Myślę, że właśnie w tych kategoriach postrzega nowy europejski system bezpieczeństwa Bronisław Komorowski. Tworząc go umocnimy podmiotowość UE na arenie międzynarodowej, zrealizujemy słynne hasło „więcej integracji”. Tylko czy takie rozwiązania są korzystne dla Polski? Szczyt w Deauville z października 2010 roku skorelowano z wypowiedziami prezydenta Sarkozy’ego o powołaniu nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa. Miało się w nim znaleźć miejsce dla Rosji, to m.in. po tym spotkaniu „ukuto” oś Paryż- Berlin- Moskwa. Projekt ten akcentował także zastąpienie nowym modelem dotychczasowego, opartego na NATO. Trudno ocenić zapowiadaną przez prezydenta Komorowskiego synergię USA, a szerzej NATO z nowym systemem europejskiego bezpieczeństwa. Jego monachijska wypowiedź pokrywa się jednak z ustaleniami trójkąta z Deauville. Prezydent RP zarysował przecież odrębność kontynentalnego projektu od komponentu amerykańskiego i próbował lansować własną drogę Europy, która musi zareagować na pacyficzną orientację administracji Obamy. Nie posądzałbym prezydenta o lekturę Spenglera i jego „Zmierzchu Zachodu”, ale jego wypowiedź koresponduje z planami francusko- niemieckimi i pozostaje w opozycji do słów Hillary Clinton, która w Monachium stwierdziła, że: "Europa to nadal najważniejszy partner USA". Komorowski promował w Niemczech także nowe, marcowe otwarcie polityczne w stosunkach z Moskwą. Zrobił to w momencie wygaśnięcia resetu rosyjsko- amerykańskiego i napięć do jakich dochodzi pomiędzy tymi mocarstwami na Bliskim Wschodzie, czy w związku z działaniami nowego ambasadora administracji Obamy w Moskwie (McFaul). Wydawało się, że retoryka odwilży polsko- rosyjskiej okazała się nie do utrzymania dla mediów nad Wisłą, m.in. Gazety Wyborczej... Tym większe jest moje zaskoczenie słowami prezydenta Komorowskiego. Podsumowując. W kontekście nowego europejskiego systemu bezpieczeństwa trzeba zadać sobie pytanie, czy stawiamy kreskę na NATO? Czy gwarancje państw kontynentu okażą się wystarczające w kontekście udziału w tym projekcie Rosji? Moskwa ma być jednym z głównych filarów tego projektu, a przecież –co pokazały wydarzenia gruzińskie- jest jednocześnie najważniejszym kreatorem stref niestabilności, które rozciągają się od Naddniestrza po Abchazję i Osetię Południową.
wtorek, 24 stycznia 2012
Słynny już login i hasło do strony kancelarii premiera (admin, admin1), kradzież danych z laptopa wiceministra ds. cyfryzacji, czy też niewiedza jego szefa- Michała Boniego, dotycząca tego kto zarządza stronami rządowymi powoduje, że warto zastanowić się nad zagrożeniem jakie internet niesie państwu polskiemu. Jak wiadomo rzeczowa analiza zagrożeń strategicznych musi uwzględniać aktywność cyfrową naszego sąsiada- Federacji Rosyjskiej, warto zatem przybliżyć ją czytelnikowi. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Rosję wymienia się wśród krajów takich jak USA, Francja i Chiny jako czołowego "producenta" zaawansowanych narzędzi do cyberataku. Nie tylko profesjonalne raporty potwierdzają taki stan rzeczy, istotne w tym przypadku są także fakty obrazujące wykorzystanie narzędzi cyfrowych i ich wprzęgnięcie w politykę zagraniczną kremla. W kwietniu 2007 roku w Estonii postanowiono usunąć z centrum Talinna pomnik upamiętniający żołnierzy radzieckich i ich udział w II Wojnie Światowej. Wybuchły zamieszki wywołane przez sporą mniejszość rosyjską w tym kraju, "dyskretnego" poparcia udzieliła im także ojczyzna. Z terytorium Rosji dokonano ogromnego ataku cyfrowego, który rychło ochrzczono "trzecią światową cyberwojną". To m.in. w jej wyniku powstał NATO-wski ośrodek bezpieczeństwa cyfrowego w Tallinie. Warto zaznaczyć że w tym samym przedziale czasowym dochodziło do rosyjskich ataków cyfrowych na strony litewskie i ukraińskie. Podczas "Wojny Pięciodniowej" i ataku sił rosyjskich, w wyniku którego pogwałcono integralność terytorialną Gruzji i do dnia dzisiejszego okupuje się część jej terytorium, doszło do otwartej cyberwojny powielającej klasyczne działania wojenne. W nocy z 19 na 20 lipca ofiarą ataków DDoS padła strona prezydenta Saakaszwilego– jedna z wysłanych na nią wiadomości zawierała komunikat „win+love+in+Russia”. Konsekwencje takiego stanu rzeczy były poważne m.in. awaria systemu telefonicznego, który pogłębił chaos w kraju. Cyberwojny to nie tylko problem internetowy, odpowiednio przeprowadzone ataki hakerskie są w stanie paraliżować elektrownie, linie metra i banki. Czy grożą Polsce? O cyberagresji rosyjskiej na Rzeczpospolitą w kontekście tarczy antyrakietowej mówił m.in. Wiktor Suworow. Z pewnością nie można jej wykluczyć a ostatnie wydarzenia pokazały, że wręcz ją prowokujemy...
środa, 18 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Jak słusznie zauważa Marcin Wojciechowski na łamach „Gazety Wyborczej”, debata publicystyczna o polityce wschodniej koncentruje się obecnie na sporze, dotyczącym tego, czy powinna być oparta wyłącznie na Partnerstwie Wschodnim. Z czego to wynika i jaka była ewolucja polskiej myśli politycznej dotyczącej obszarów byłego ZSRR w ciągu ostatniej dekady?
POROZMAWIAJ Z NACZELNYM NA TWITTERZE Moda na Giedroycia To właśnie wtedy Bartłomiej Sienkiewicz w artykule „Pochwała minimalizmu” rozpoczął debatę na temat aktualności linii Paryskiej Kultury. Pomarańczowa Rewolucja przygasiła nieco ton tej dyskusji, a myśl redaktora z Laffitte wydawała się ostatecznie tryumfować. Otwarcie do myśli lewicowego Giedroycia nawiązywał nie tylko postkomunistyczny Aleksander Kwaśniewski, ale także prawicowy Lech Kaczyński, którego środowiska kresowe w związku z tym często posądzały o niemalże zdradę (np. krytyka pojednania z Ukraińcami, opartego o wyciszenie kwestii UPA, podjęta przez Isakowicza-Zaleskiego). Orszak, który towarzyszył tragicznie zmarłemu prezydentowi w drodze do Gruzji, w czasie inwazji rosyjskiej na ten kraj w 2008 r., był spektakularnym, ale jak się okazało także jednym z ostatnich podmuchów idei Paryskiej Kultury. JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Polityka jagiellońska i piastowska Lewicową myśl Mieroszewskiego i Giedroycia w ideologicznych kuźniach zaczęto przekuwać już wtedy na „politykę jagiellońską” i naznaczano „prawicowo-nacjonalistycznym odchyleniem”. Przyjazne kontakty z sąsiadami zastępowała narracja „imperialnych aspiracji Kaczyńskiego”, negowanie zasady Russia First – „rusofobia”. Promowanie demokracji za pomocą narzędzi państwowej polityki wschodniej, uznano natomiast za pozostające „poza zasięgiem polskich możliwości”. Mit tworzył mit – tak wykreowanej „polityce jagiellońskiej” (niemającej nic wspólnego z historycznym pierwowzorem) przeciwstawiono więc „piastowską”, a rzekome „zapatrywania imperialistyczne” Kaczyńskiego gaszono pragmatyczną oceną własnej niemożności (w rzeczywistości zachowawczą i bierną). Śmierć Giedroycia Gdy w 2008 r. powstawało Partnerstwo Wschodnie (PW) wydawało się, że wbrew powyższej retoryce będzie stanowić żywą kontynuację myśli z Laffitte. Sławomir Dębski pisał, że „koncepcja Partnerstwa Wschodniego zalicza się do elitarnego grona wielkich idei, które zmieniły losy narodów. Przyczyniła się ona do deimperializacji polskiego myślenia o Europie Wschodniej, eliminując pokusę rewanżyzmu, co należy uznać za jedno z najistotniejszych osiągnięć polskiej myśli politycznej”. Zabrakło w niej jednak kwestii Russia First, co zręcznie podkreślił członek polsko-rosyjskiej komisji do spraw trudnych, Artiom Malgin, pytając „czy Rosja jest częścią Partnerstwa Wschodniego, czy jego negatywnym punktem odniesienia?”. W 2010 r. odpowiedź przyszła wraz z powstaniem projektu Partnerstwem dla Modernizacji oraz exposé ministra Radosława Sikorskiego, w którym skorygował on myśl Giedroycia. Zasadę równego traktowanie wszystkich krajów byłego ZSRR (negacja Russia First) zastąpiła gradacja polityczna. Sikorski w swoim przemówieniu kategoryzował bilateralne stosunki z sąsiadami, w zależności od ich potencjału politycznego, czego najlepszym przykładem stało się zdanie: „Nasze PKB to jedna trzecia gospodarki rosyjskiej, ale przewyższa ukraiński PKB – dwa i pół razy, a litewski trzynaście razy”. Co dalej? Spór dotyczący tego, czy polityka wschodnia powinna być oparta wyłącznie na Partnerstwie Wschodnim, jest w istocie przedłużeniem debaty na temat aktualności myśli Giedroycia. Choć jest to sytuacja paradoksalna, powyższy obrót spraw spowodował, że depozytariuszem lewicowej doktryny redaktora z Laffitte stała się polska prawica, której książę nie cierpiał. Dla odmiany antagonistom myśli Paryskiej Kultury są dziś lewicowe środowiska reprezentowane przez apologetów Partnerstwa Wschodniego. Jak trafnie zauważa w swoim tekście Marcin Wojciechowski: „Polityka wschodnia zeszła na bardzo daleki plan w polskiej debacie publicznej”. Być może dlatego tak wielu ludzi nie uchwyciło momentu, w którym Partnerstwo Wschodnie z projektu „jagiellońskiego” stopniowo wyewoluowało w „piastowski”.
wtorek, 17 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Putin z przekąsem stwierdził, że w Rosji protestuje „błoto”, co było typową dla niego grą słów związaną z Placem Bołotnym jak i z rzekomym brakiem liderów politycznych nowej „opozycji”. Także zachodni eksperci określają ten ruch dość powierzchownie jako „klasę średnią”, której znudziła się stabilizacja (a właściwie stagnacja) putinowskiej Rosji. Suwerenna demokracja pozwoliła robić im dobre interesy po czasach jelcynowskiego chaosu i dlatego ją popierali, dziś jednak m.in. z powodu rekordowej korupcji i postępującej w związku z tym degeneracji systemu, zaczęła im doskwierać. To prawda, protesty mają w znacznym stopniu ekonomiczny wymiar, ale –co jest może bardziej istotne- przystosowały swoją narrację do realiów putinowskiej Rosji. To novum! JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Do tej pory jakiekolwiek zmiany a właściwie walka podejmowana w ich imieniu przez opozycjonistów w Rosji, odbywała się pod hasłem demokratyzacji kraju. Słuszna skądinąd walka z putinowskim autorytaryzmem i centralizacją nie cieszyła się społeczną aprobatą z powodu doświadczeń lat dziewięćdziesiątych kojarzących się z chaosem (decentralizacją) i korupcją. Liderzy „Błota” (istniejący wbrew retoryce Putina) tacy jak Navalny dostosowali się do społecznych i historycznych warunków panujących w obecnej Rosji. Retoryka Prospektu Sacharowa podkreślała, że obecny system posiada elementy, które łączą go z epokę jelcynowską („Partia Żulików i Złodziei”), ale jednocześnie nie stawiała na piedestał demokratyzacji, świadoma pozytywnych zmian związanych ze scaleniem rozklekotanej Rosji z końcówki XX wieku. Trafnie ujęła to zjawisko Anne Applebaum w tekście „Russia’s new dissidents” pisząc: „Navalny nie mówi dużo o prawach człowieka. Nie mówi też zbyt wiele o demokracji, która większości Rosjan kojarzy się z pustą ideą. On mówi przede wszystkim o pieniądzach: kto je ma, kto je ukradł, kto ich nadużywał”. Nowi dysydenci walczący o porządek zyskują na popularności, a „starzy”, nieprzejednani antyputiniści tracą na znaczeniu wojując o demokratyczną Rosję i prawa człowieka. Co to oznacza w praktyce? „Opozycja grudniowa” nawet, jeśli odniesie sukces może nie chcieć demokratyzować kraju walcząc jedynie o przejrzyste zasady na fundamencie, których będą mogły kwitnąć biznesy klasy średniej.
sobota, 14 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Rosyjska polityka historyczna ulega przeobrażeniom, nie są to jednak zmiany pozytywne. Sowiecka wykładnia Klio drgnęła odrobinę w pierwszych latach urzędowania Dmitrija Miedwiediewa- zamiast gloryfikowania całego okresu radzieckiego zaczęto ustanawiać punkt graniczy wzdłuż końca Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Uchwała Dumy w sprawie Katynia, czy umiarkowana krytyka stalinizmu zakrawała o „rewizjonizm”, ale nadal akcentowano heroiczną ofiarę krwi i wyzwolenie Europy z nazizmu, co jak wiadomo jest klasyczną półprawdą. Postacie pokroju Marka Sołonina walczące z oficjalną historiografią „rosyjską” były nadal niszą, jego tezy o agresywnych zamiarach ZSRR czy stratach spowodowanych dezercją i niezgodą na opresyjny system totalitarny nadal uważano za (łagodnie mówiąc) ekscentryzm. Zresztą jako Polacy mamy to szczęście, że nawet te drobne okruchy profesjonalizmu i obiektywizmu historycznego nie są przychylne Polsce (Sołonin nie stroni od negatywnych ocen II Rzeczpospolitej). JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU? Mimo „rewizjonizmu” doby wczesnego Miedwiediewa wiadomo było, że jako istotny element polityki rosyjskiej nie jest i nie będzie traktowana historia na modłę zachodu- jak udzielna i niezależna dziedzina wiedzy. W pustce ideowej Nowej Rosji mimo cerkiewnych nawiązań do czasów carskich, czynnik sowiecki nadal grał pierwsze skrzypce. Trudno wyobrazić sobie rzeczową polemikę rosyjskich historyków z Suworowem (Rezunem), który lansuje teorię o wiodącej roli ZSRR w rozpętaniu II Wojny Światowej (prewencyjny charakter Planu Barbarossa). „Rewizjonizm” Miedwiediewa nie przewidywał miejsca dla takich badaczy, promował za to m.in. Natalię Narocznicką, która została członkiem prezydenckiej komisji do spraw przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji. Zgodnie z granicą, którą wytyczył prezydent FR (koniec Wielkiej Wojny Ojczyźnianej) Narocznicka zajęła się "odkłamywaniem" okresu poprzedzającego Jałtę- twierdziła więc, że Polska i III Rzesza od marca do sierpnia 1939 roku prowadziły rozmowy na temat sojuszu militarnego, kwestionowała 1 września jako początek II Wojny Światowej, czy wreszcie przypisywała współodpowiedzialność za Katyń- Nazistom. Najwyższym wysiłkiem „rewizjonizmu” okazało się dzieło „Białe Plamy- Czarne Plamy…” polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych. Nawet w tym przypadku jedynym, na co stać było stronę rosyjską była narracja równoległa tzn. na konkretny problem wypowiadał się na łamach książki najpierw naukowiec polski, potem rosyjski (kolejność była odwrotna w rosyjskim wydaniu). Uchwała Dumy dotycząca Katynia nie przełożyła się w żaden sposób na stanowisko najwyższych władz, mam tu na myśli kwestię odszkodowań czy procesu w Strasburgu (Rosja jest prawnym sukcesorem ZSRR). Powstanie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia trudno dziś oceniać- jest na to za wcześnie. W kontekście powyższych rozważań oraz oczywistego braku podmiotowości Dmitrija Miedwiediewa (start Putina w marcowych wyborach) z głębokim niepokojem przyjąłem informację o ogłoszeniu roku 2012- „Rokiem Rosyjskiej Historii”. Czy nieśmiały „rewizjonizm” historyczny (w istocie pozorny) znów popadnie w zapomnienie a państwowa machina zacznie podpierać się historiografią jeszcze zanim społeczeństwo uda się do urn?
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Piotr A. Maciążek Prokurator tłumaczący się z inwigilacji dziennikarzy, którzy nadal drążą w „sprawie smoleńskiej” próbuje popełnić samobójstwo. Ten strzał może stać się metaforą losu wszelkich dowodów, które jak wrak samolotu gniją dziś pod plandeką z dala od światła dziennego. Być może poszukiwanie prawdy nie jest dla sporej części Polaków najważniejsze, ale już nasze stosunki z Rosją powinny takie być. To one przekładają się na poziom naszego bezpieczeństwa, interesy, słowem na to czy nasz dom będzie cały i zasobny. Być może większość Polaków nie interesują kopie czarnych skrzynek (a właściwie los oryginałów), nawarstwianie się pytań i gęstniejąca atmosfera, którą niektórzy określają jednoznacznie: „mamy dziś kolejną ofiarę Smoleńska”. Polacy muszą sobie uświadomić, że wraz z kolejnymi wydarzeniami takimi jak próba samobójcza prokuratora Mikołaja Przybyły coraz bardziej realny staje się syndrom drugiego Katynia. Katastrofa ewoluuje w „sprawę smoleńską”, ta natomiast może w przyszłości zdefiniować naszą politykę wschodnią, zresztą już dziś staje się gorsetem polskiej dyplomacji. JESTEŚ JUŻ NASZYM FANEM NA FACEBOOKU? Jest tylko jeden sposób by pokonać drugi Katyń: trzeba przeprowadzić uczciwe śledztwo lub przyznać publicznie, że jest ono torpedowane przez stronę rosyjską. Dopiero na bazie prawdy można budować zdrowe relacje dwustronne między naszymi krajami. Część Polaków zaczyna zadawać pytania i widzi w sprawie smoleńskiej luki, których nikt nie chce wypełnić. Samobójstwo, czy przetrzymywanie dowodów przez stronę rosyjską zaczyna ich zastanawiać. Rodzi się retoryka drugiego Katynia, która może w istotny sposób zdominować relacje polsko-rosyjskie na następne dekady. Z czasem bezpodstawna negacja rzeczywistości może stać się niemożliwa do utrzymania także dla ogółu. Proces taki dało się zauważyć m.in. w stopniowym wycofywaniu się środowiska GW z „odwilży polsko-rosyjskiej”. Smoleńsk kiełkuje wolniej, ale będzie z nim podobnie- jestem tego najlepszym przykładem.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Piotr A. Maciążek Już spekulacje na temat obecności prezydenta Janukowycza na szczycie Ukraina-UE dają nam pewien obraz rozgrywki, która toczy się na szczytach władzy. Oficjalne oświadczenie na stronie Wiktora Fedorowicza rozwiało, co prawda te wątpliwości, ale jego gra na dwóch fortepianach zaczęła nabierać rozmachu. Co prawda kontynuowano rozmowy Kijowa ze Wspólnotą, ale tajemnicą poliszynela była informacja na temat odmowy ratyfikowania umowy stowarzyszeniowej podczas spotkania 19 grudnia. Im bliżej było szczytu tym większą aktywność wykazywali także Rosjanie (stefa wolnego handlu w obrębie krajów WNP) ośmielając Janukowycza do powiększania sobie pola manewru. Władze ukraińskie nie zwolniły Tymoszenko i –co może bardziej istotne- próbowały zrzucić winę za niepomyślny obrót spraw na UE. Bo jak inaczej rozumieć żądanie perspektywy członkostwa dla Ukrainy w dokumentach umowy stowarzyszeniowej? I to teraz, gdy stary kontynent drży w posadach… Jak interpretować przekaz skierowany do eurokratów, który brzmi niezwykle cynicznie: „o byłej premier zdecydują niezawisłe sądy”. W ostatnim czasie polska dyplomacja podjęła wielki trud skierowania Ukrainy na tory cywilizacji zachodniej. Bywał nad Dnieprem wielokrotnie prezydent Komorowski i minister Sikorski, ale efekty tych działań są mierne. Polska nie jest w stanie skonstruować w ramach UE oferty, która pod względem finansowym i rozwojowym byłaby korzystna dla Kijowa w perspektywie krótkoterminowej. Niestety na oligarchów mierzących swoje zyski w ramach „pięciolatek” mały strumień funduszy Partnerstwa Wschodniego nie robi wrażenia. Boją się za to kosztownych i długotrwałych reform, jak i utrudnień w handlu ze swoim głównym partnerem- Rosją. Może właśnie, dlatego bardziej kusząca wydaje się im Unia Celna promowana przez kreml? Po wizycie Bildta i Sikorskiego u oligarchy Achmetowa nie trzeba chyba tłumaczyć jaki wpływ mają oni na Janukowycza. Także Julia Tymoszenko –o czym Zachód nie chce pamiętać- jest jedną z nich, co tłumaczy w pewnym sensie zastoje integracyjne z UE podczas rządów pomarańczowych. Szczyt Ukraina-UE zakończy się, więc medialnym sukcesem- końcem negocjacji. Gra będzie się toczyć dalej a jej wynik nie jest wcale rozstrzygnięty, choć pewną przewagę zyskuje wariant rosyjski. Małym światełkiem w tunelu dla Rzeczpospolitej może być jedynie przyjęcie Rosji do WTO. Jeśli Kijów wybrałby Zachód, to Moska krępowana statutem tej organizacji miałaby problem z podwyższaniem ceł na ukraińskie produkty. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Mój portal!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||