Na gruzach imperium sowieckiego...
Kategorie: Wszystkie | Piotr A. Maciążek
RSS
wtorek, 24 stycznia 2012


Piotr A. Maciążek

Słynny już login i hasło do strony kancelarii premiera (admin, admin1), kradzież danych z laptopa wiceministra ds. cyfryzacji, czy też niewiedza jego szefa- Michała Boniego, dotycząca tego kto zarządza stronami rządowymi powoduje, że warto zastanowić się nad zagrożeniem jakie internet niesie państwu polskiemu. Jak wiadomo rzeczowa analiza zagrożeń strategicznych musi uwzględniać aktywność cyfrową naszego sąsiada- Federacji Rosyjskiej, warto zatem przybliżyć ją czytelnikowi.

JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU?

Rosję wymienia się wśród krajów takich jak USA, Francja i Chiny jako czołowego "producenta" zaawansowanych narzędzi do cyberataku. Nie tylko profesjonalne raporty potwierdzają taki stan rzeczy, istotne w tym przypadku są także fakty obrazujące wykorzystanie narzędzi cyfrowych i ich wprzęgnięcie w politykę zagraniczną kremla.

W kwietniu 2007 roku w Estonii postanowiono usunąć z centrum Talinna pomnik upamiętniający żołnierzy radzieckich i ich udział w II Wojnie Światowej. Wybuchły zamieszki wywołane przez sporą mniejszość rosyjską w tym kraju, "dyskretnego" poparcia udzieliła im także ojczyzna. Z terytorium Rosji dokonano ogromnego ataku cyfrowego, który rychło ochrzczono "trzecią światową cyberwojną". To m.in. w jej wyniku powstał NATO-wski ośrodek bezpieczeństwa cyfrowego w Tallinie. Warto zaznaczyć że w tym samym przedziale czasowym dochodziło do rosyjskich ataków cyfrowych na strony litewskie i ukraińskie.

DOŁĄCZ DO NAS W GOOGLE+

Podczas "Wojny Pięciodniowej" i ataku sił rosyjskich, w wyniku którego pogwałcono integralność terytorialną Gruzji i do dnia dzisiejszego okupuje się część jej terytorium, doszło do otwartej cyberwojny powielającej klasyczne działania wojenne. W nocy z 19 na 20 lipca ofiarą ataków DDoS padła  strona prezydenta Saakaszwilego– jedna z wysłanych na nią wiadomości zawierała komunikat „win+love+in+Russia”. Konsekwencje takiego stanu rzeczy były poważne m.in. awaria systemu telefonicznego, który pogłębił chaos w kraju.

Cyberwojny to nie tylko problem internetowy, odpowiednio przeprowadzone ataki hakerskie są w stanie paraliżować elektrownie, linie metra i banki. Czy grożą Polsce? O cyberagresji rosyjskiej na Rzeczpospolitą w kontekście tarczy antyrakietowej mówił m.in. Wiktor Suworow. Z pewnością nie można jej wykluczyć a ostatnie wydarzenia pokazały, że wręcz ją prowokujemy...

niedziela, 22 stycznia 2012

Piotr A. Maciążek

 

Ani najwyżsi urzędnicy, ani społeczeństwo, nie zdawali sobie sprawy z tego jak ważne jest odpowiednie zabezpieczenie stron państwowych. Aż do wczoraj…

Domena polska.pl wykupiona przez Agorę (sic!) w kontekście wczorajszego paraliżu stron sejmu, rządu etc., jawi się jako forma protekcji najwyższych e-symboli Rzeczpospolitej przed hakerami i pułkami wojskowymi innych państw, które zajmują się sabotażem cyfrowym.

Przykład chaosu, który zapanował w 2008 roku w Gruzji, gdy Rosjanie odcięli witryny ekipy Saakaszwilego powinien dać Polakom do myślenia. Nie dał- i to mimo tego, że gruzińskie strony rządowe korzystały z uprzejmości m.in. serwisu polskiego prezydenta- Lecha Kaczyńskiego.

Moim zdaniem e-obecność naszego państwa naznaczono wczoraj piętnem „Polski w budowie”. Tym razem nie chodzi jednak jedynie o wizerunek naszego państwa, ale i jego bezpieczeństwo.

Nowy rok nie sprzyja ekipie Tuska- po Arłukowiczu, wielkie zadanie czeka ministra (cyfryzacji) Boniego. Mam nadzieję, że jego działania pójdą w kierunku lepszego ZABEZPIECZENIA interesów Rzeczpospolitej w sieci a nie „stanu wojennego”, który wedle nowelizacji podpisanej przez prezydenta Komorowskiego można wprowadzić w naszym kraju w związku z atakiem cybernetycznym.

czwartek, 19 stycznia 2012

Piotr A. Maciążek

Rosja potrafi „robić politykę”. Po Kosowie mieliśmy, więc wojnę z Gruzją w 2008 roku. Dziś korelacja ewentualnej wojny z Iranem oraz ruchów wojsk federalnych na Kaukazie także nie pozostawia złudzeń.

Przygotowania wizerunkowe

Medialne przygotowania do ewentualnego rozwiązania problematycznych dla Moskwy kwestii za pomocą manu militari trwają od jakiegoś czasu. W listopadzie 2011 roku „Niezawisimaja Gazieta” wprost formułowała możliwość użycia siły przez Rosję w przypadku rozpoczęcia budowy gazociągu transkaspijskiego. Dziś kreml przesuwa Flotę Kaspijską z Astrachania do Machaczkały (Dagestan).

Źródło: Światowidz.pl

Wspomniana gazeta (uznawana za dobrze poinformowaną) cytowała także niedawno Szefa Centrum Prognozowania Wojskowego- pułkownika Anatolija Tsyganoka, który oświadczył, że „możliwe jest w przypadku wojny z Iranem, wciągnięcie postsowieckich republik na Kaukazie Południowym w konflikt zbrojny.” Narracja rosyjskich mediów jednoznacznie wskazuje na próbę skorelowania nieprzyjaznych działań Zachodu względem Syrii i Iranu z ewentualną interwencją FR w (no właśnie- gdzie?) Gruzji, Azerbejdżanie?

Oczywiste skojarzenia budzą także kolejne manewry „Kaukaz”, po których w 2008 roku doszło do Wojny Pięciodniowej. Ćwiczenia z przed konfliktu sierpniowego dotyczyły „przywracania pokoju w byłej republice sowieckiej” a tegoroczne mają za zadanie „przebicie się wojsk federalnych z pomocą do bazy w Giumri (Armenia)”. Notabene z bazy tej ewakuowano miesiąc temu rodziny rosyjskich wojskowych a placówki w Abchazji i Osetii Południowej funkcjonują w stanie podwyższonej gotowości.

Kontekst wyborów prezydenckich

Ewentualny konflikt na Kaukazie mógłby pomóc Władimirowi Putinowi przebrnąć przez marcowe wybory (Stratfor właśnie na ten miesiąc przewiduje interwencję irańską) i sparaliżować ruch nowych Dekabrystów. Istotne jest także to, że spora część opozycji grudniowej to nacjonaliści, którzy w warunkach wojennych musieliby podtrzymywać swój wizerunek- gorliwych patriotów. Zresztą m.in. Aleksiej Navalny postulował „zrobienie porządku z czarnymi” jak określa się pogardliwie mieszkańców Kaukazu. W przypadku militaryzacji kwestii kaukaskiej przez Putina- rosyjski arcybloger stanie się niewolnikiem własnej narracji.

Reforma armii

Trudne dla Rosji doświadczenie wojny z Gruzją spowodowały, że podjęła ona reformy wojskowe. Według The World Factbook, FR wydaje aktualnie 3,9% swojego PKB na armię, ale to nie wydatki są najważniejsze. Reformy Anatolija Sierdiukowa zmieniły całą strukturę dowódczą sił zbrojnych, skróciły proces decyzyjny na polu bitwy, modernizują jej komponenty- jednostka po jednostce.

Aktywną rolę w procesie unowocześniania armii rosyjskiej pełnią niemieckie firmy. Budowa supernowoczesnego centrum szkoleniowego dla rosyjskiej armii przez koncern Rheinmetall to wierzchołek postępującej współpracy Berlina i Moskwy. Centrum umożliwi szkolenie sił rosyjskich na symulatorach 3D, czy starcie 2 brygad w warunkach poligonowych, będzie miało niebagatelny wpływ na przyszłe możliwości armii FR.

Prognoza

Wybuch konfliktu irańskiego wydaje się wysoce prawdopodobny. W jego tle, od kilku miesięcy postępuje ofensywa medialna Rosji, przyzwyczajająca społeczność międzynarodową do myśli o eskalacji konfliktu, jego przeniesieniu na Kaukaz, czy korelacji z działaniami USA i Izraela na Bliskim Wschodzie.

Ruchy wojsk FR, podwyższony stan gotowości w bazach Południowego Kaukazu także jest symptomatyczny. Trudo ocenić stopień zaawansowania reform wojskowych Sierdiukowa, ale pewnym jest, że w starciu z Moskwą nie ma szans żadne z państw Kaukazu. Dozbrajanie Syrii (a pewnie i Iranu) da kremlowi z pewnością dostateczną ilość czasu do realizacji projektu rozciągnięcia protektoratu poza Armenię i okupowane terytoria gruzińskie, w tym strategicznym z perspektywy energetycznej miejscu świata.

Całość tej misternej układanki oddaje także potrzeba wewnętrzna, która może pchnąć Putina do powtórzenia wariantu pięciodniowego, z sierpnia 2008 roku.

środa, 18 stycznia 2012



Piotr A. Maciążek

Jak słusznie zauważa Marcin Wojciechowski na łamach „Gazety Wyborczej”, debata publicystyczna o polityce wschodniej koncentruje się obecnie na sporze, dotyczącym tego, czy powinna być oparta wyłącznie na Partnerstwie Wschodnim. Z czego to wynika i jaka była ewolucja polskiej myśli politycznej dotyczącej obszarów byłego ZSRR w ciągu ostatniej dekady?

Gdy w 2000 r. umierał Jerzy Giedroyć, wydawało się, że jego doktryna wytyczy drogę polskiej dyplomacji na najbliższe dekady. Przyjazne kontakty z sąsiadami, negowanie zasady Russia First i promowanie demokracji na obszarze postsowieckim okazało się jednak zbyt ciasne dla niektórych środowisk już w 2002 r.

POROZMAWIAJ Z NACZELNYM NA TWITTERZE

Moda na Giedroycia

To właśnie wtedy Bartłomiej Sienkiewicz w artykule „Pochwała minimalizmu” rozpoczął debatę na temat aktualności linii Paryskiej Kultury. Pomarańczowa Rewolucja przygasiła nieco ton tej dyskusji, a myśl redaktora z Laffitte wydawała się ostatecznie tryumfować. Otwarcie do myśli lewicowego Giedroycia nawiązywał nie tylko postkomunistyczny Aleksander Kwaśniewski, ale także prawicowy Lech Kaczyński, którego środowiska kresowe w związku z tym często posądzały o niemalże zdradę (np. krytyka pojednania z Ukraińcami, opartego o wyciszenie kwestii UPA, podjęta przez Isakowicza-Zaleskiego). Orszak, który towarzyszył tragicznie zmarłemu prezydentowi w drodze do Gruzji, w czasie inwazji rosyjskiej na ten kraj w 2008 r., był spektakularnym, ale jak się okazało także jednym z ostatnich podmuchów idei Paryskiej Kultury.

JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU?

Polityka jagiellońska i piastowska

Lewicową myśl Mieroszewskiego i Giedroycia w ideologicznych kuźniach zaczęto przekuwać już wtedy na „politykę jagiellońską” i naznaczano „prawicowo-nacjonalistycznym odchyleniem”. Przyjazne kontakty z sąsiadami zastępowała narracja „imperialnych aspiracji Kaczyńskiego”, negowanie zasady Russia First – „rusofobia”. Promowanie demokracji za pomocą narzędzi państwowej polityki wschodniej, uznano natomiast za pozostające „poza zasięgiem polskich możliwości”. Mit tworzył mit – tak wykreowanej „polityce jagiellońskiej” (niemającej nic wspólnego z historycznym pierwowzorem) przeciwstawiono więc „piastowską”, a rzekome „zapatrywania imperialistyczne” Kaczyńskiego gaszono pragmatyczną oceną własnej niemożności (w rzeczywistości zachowawczą i bierną).

DOŁĄCZ DO NAS W GOOGLE+

Śmierć Giedroycia

Gdy w 2008 r. powstawało Partnerstwo Wschodnie (PW) wydawało się, że wbrew powyższej retoryce będzie stanowić żywą kontynuację myśli z Laffitte. Sławomir Dębski pisał, że „koncepcja Partnerstwa Wschodniego zalicza się do elitarnego grona wielkich idei, które zmieniły losy narodów. Przyczyniła się ona do deimperializacji polskiego myślenia o Europie Wschodniej, eliminując pokusę rewanżyzmu, co należy uznać za jedno z najistotniejszych osiągnięć polskiej myśli politycznej”. Zabrakło w niej jednak kwestii Russia First, co zręcznie podkreślił członek polsko-rosyjskiej komisji do spraw trudnych, Artiom Malgin, pytając „czy Rosja jest częścią Partnerstwa Wschodniego, czy jego negatywnym punktem odniesienia?”. W 2010 r. odpowiedź przyszła wraz z powstaniem projektu Partnerstwem dla Modernizacji oraz exposé ministra Radosława Sikorskiego, w którym skorygował on myśl Giedroycia. Zasadę równego traktowanie wszystkich krajów byłego ZSRR (negacja Russia First) zastąpiła gradacja polityczna. Sikorski w swoim przemówieniu kategoryzował bilateralne stosunki z sąsiadami, w zależności od ich potencjału politycznego, czego najlepszym przykładem stało się zdanie: „Nasze PKB to jedna trzecia gospodarki rosyjskiej, ale przewyższa ukraiński PKB – dwa i pół razy, a litewski trzynaście razy”.

Co dalej?

Spór dotyczący tego, czy polityka wschodnia powinna być oparta wyłącznie na Partnerstwie Wschodnim, jest w istocie przedłużeniem debaty na temat aktualności myśli Giedroycia. Choć jest to sytuacja paradoksalna, powyższy obrót spraw spowodował, że depozytariuszem lewicowej doktryny redaktora z Laffitte stała się polska prawica, której książę nie cierpiał. Dla odmiany antagonistom myśli Paryskiej Kultury są dziś lewicowe środowiska reprezentowane przez apologetów Partnerstwa Wschodniego. Jak trafnie zauważa w swoim tekście Marcin Wojciechowski: „Polityka wschodnia zeszła na bardzo daleki plan w polskiej debacie publicznej”. Być może dlatego tak wielu ludzi nie uchwyciło momentu, w którym Partnerstwo Wschodnie z projektu „jagiellońskiego” stopniowo wyewoluowało w „piastowski”.

Artykuł ukazał się w nr 02/2012 Gazety Finansowej.

wtorek, 17 stycznia 2012

Piotr A. Maciążek

Putin z przekąsem stwierdził, że w Rosji protestuje „błoto”, co było typową dla niego grą słów związaną z Placem Bołotnym jak i z rzekomym brakiem liderów politycznych nowej „opozycji”. Także zachodni eksperci określają ten ruch dość powierzchownie jako „klasę średnią”, której znudziła się stabilizacja (a właściwie stagnacja) putinowskiej Rosji. Suwerenna demokracja pozwoliła robić im dobre interesy po czasach jelcynowskiego chaosu i dlatego ją popierali, dziś jednak m.in. z powodu rekordowej korupcji i postępującej w związku z tym degeneracji systemu, zaczęła im doskwierać. To prawda, protesty mają w znacznym stopniu ekonomiczny wymiar, ale –co jest może bardziej istotne- przystosowały swoją narrację do realiów putinowskiej Rosji. To novum!

JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU?

Aleksiej Navalny. Źródło: http://en.wikipedia.org, Creative Commons 3.0

Do tej pory jakiekolwiek zmiany a właściwie walka podejmowana w ich imieniu przez opozycjonistów w Rosji, odbywała się pod hasłem demokratyzacji kraju. Słuszna skądinąd walka z putinowskim autorytaryzmem i centralizacją nie cieszyła się społeczną aprobatą z powodu doświadczeń lat dziewięćdziesiątych kojarzących się z chaosem (decentralizacją) i korupcją. Liderzy „Błota” (istniejący wbrew retoryce Putina) tacy jak Navalny dostosowali się do społecznych i historycznych warunków panujących w obecnej Rosji. Retoryka Prospektu Sacharowa podkreślała, że obecny system posiada elementy, które łączą go z epokę jelcynowską („Partia Żulików i Złodziei”), ale jednocześnie nie stawiała na piedestał demokratyzacji, świadoma pozytywnych zmian związanych ze scaleniem rozklekotanej Rosji z końcówki XX wieku. Trafnie ujęła to zjawisko Anne Applebaum w tekście „Russia’s new dissidents” pisząc: „Navalny nie mówi dużo o prawach człowieka. Nie mówi też zbyt wiele o demokracji, która większości Rosjan kojarzy się z pustą ideą. On mówi przede wszystkim o pieniądzach: kto je ma, kto je ukradł, kto ich nadużywał”.

DOŁĄCZ DO NAS W GOOGLE+

Nowi dysydenci walczący o porządek zyskują na popularności, a „starzy”, nieprzejednani antyputiniści tracą na znaczeniu wojując o demokratyczną Rosję i prawa człowieka. Co to oznacza w praktyce? „Opozycja grudniowa” nawet, jeśli odniesie sukces może nie chcieć demokratyzować kraju walcząc jedynie o przejrzyste zasady na fundamencie, których będą mogły kwitnąć biznesy klasy średniej.

sobota, 14 stycznia 2012

Piotr A. Maciążek

Rosyjska polityka historyczna ulega przeobrażeniom, nie są to jednak zmiany pozytywne.

Fotografia: Łukasz Sikora dla Polityki Wschodniej

Sowiecka wykładnia Klio drgnęła odrobinę w pierwszych latach urzędowania Dmitrija Miedwiediewa- zamiast gloryfikowania całego okresu radzieckiego zaczęto ustanawiać punkt graniczy wzdłuż końca Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Uchwała Dumy w sprawie Katynia, czy umiarkowana krytyka stalinizmu zakrawała o „rewizjonizm”, ale nadal akcentowano heroiczną ofiarę krwi i wyzwolenie Europy z nazizmu, co jak wiadomo jest klasyczną półprawdą. Postacie pokroju Marka Sołonina walczące z oficjalną historiografią „rosyjską” były nadal niszą, jego tezy o agresywnych zamiarach ZSRR czy stratach spowodowanych dezercją i niezgodą na opresyjny system totalitarny nadal uważano za (łagodnie mówiąc) ekscentryzm. Zresztą jako Polacy mamy to szczęście, że nawet te drobne okruchy profesjonalizmu i obiektywizmu historycznego nie są przychylne Polsce (Sołonin nie stroni od negatywnych ocen II Rzeczpospolitej).

JESTEŚ JUŻ FANEM POLITYKI WSCHODNIEJ NA FACEBOOKU?

Mimo „rewizjonizmu” doby wczesnego Miedwiediewa wiadomo było, że jako istotny element polityki rosyjskiej nie jest i nie będzie traktowana historia na modłę zachodu- jak udzielna i niezależna dziedzina wiedzy. W pustce ideowej Nowej Rosji mimo cerkiewnych nawiązań do czasów carskich, czynnik sowiecki nadal grał pierwsze skrzypce. Trudno wyobrazić sobie rzeczową polemikę rosyjskich historyków z Suworowem (Rezunem), który lansuje teorię o wiodącej roli ZSRR w rozpętaniu II Wojny Światowej (prewencyjny charakter Planu Barbarossa). „Rewizjonizm” Miedwiediewa nie przewidywał miejsca dla takich badaczy, promował za to m.in. Natalię Narocznicką, która została członkiem prezydenckiej komisji do spraw przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji. Zgodnie z granicą, którą wytyczył prezydent FR (koniec Wielkiej Wojny Ojczyźnianej) Narocznicka zajęła się "odkłamywaniem" okresu poprzedzającego Jałtę- twierdziła więc, że Polska i III Rzesza od marca do sierpnia 1939 roku prowadziły rozmowy na temat sojuszu militarnego, kwestionowała 1 września jako początek II Wojny Światowej, czy wreszcie przypisywała współodpowiedzialność za Katyń- Nazistom.

Najwyższym wysiłkiem „rewizjonizmu” okazało się dzieło „Białe Plamy- Czarne Plamy…” polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych. Nawet w tym przypadku jedynym, na co stać było stronę rosyjską była narracja równoległa tzn. na konkretny problem wypowiadał się na łamach książki najpierw naukowiec polski, potem rosyjski (kolejność była odwrotna w rosyjskim wydaniu). Uchwała Dumy dotycząca Katynia nie przełożyła się w żaden sposób na stanowisko najwyższych władz, mam tu na myśli kwestię odszkodowań czy procesu w Strasburgu (Rosja jest prawnym sukcesorem ZSRR). Powstanie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia trudno dziś oceniać- jest na to za wcześnie.

DOŁĄCZ DO NAS W GOOGLE+

W kontekście powyższych rozważań oraz oczywistego braku podmiotowości Dmitrija Miedwiediewa (start Putina w marcowych wyborach) z głębokim niepokojem przyjąłem informację o ogłoszeniu roku 2012- „Rokiem Rosyjskiej Historii”. Czy nieśmiały „rewizjonizm” historyczny (w istocie pozorny) znów popadnie w zapomnienie a państwowa machina zacznie podpierać się historiografią jeszcze zanim społeczeństwo uda się do urn?

wtorek, 10 stycznia 2012



Wiele uwagi w polskich mediach poświęca się sprawom energetycznym, które stanowią naturalne przedłużenie rosyjskiej polityki. Tymczasem równie istotną rolę w strategii kremla pełnią embarga spożywcze. Oto kilka najbardziej znanych przykładów ostatnich lat:

  • 2007 rok: "rosyjskie embargo na polskie mięso ma być zniesione w przyszłym tygodniu. W środę w Moskwie ministrowie rolnictwa Polski i Rosji, Marek Sawicki i Aleksiej Gordiejew, porozumieli się w tej sprawie. Eksperci wyrażają ostrożny optymizm" podaje Wprost.
  • 2009 rok: "wprowadzając embargo na mleko, Moskwa zemściła się za ostrą krytykę ze strony Mińska i flirt Aleksandra Łukaszenki z Zachodem- twierdzą białoruscy analitycy. Embargo dotyczy około 500 produktów mlecznych z Białorusi" pisała Gazeta Wyborcza.
  • 2010 rok: "24 sierpnia Ministerstwo Rolnictwa Mołdawii poinformowało, że Rosja niemal całkowicie zablokowała import mołdawskich owoców i warzyw. Oficjalnym powodem było rzekome wykrycie w nich pestycydów" podało OSW.
  • 2011 rok: " Szef Rosyjskiej Federalnej Służby Nadzoru Weterynaryjnego i Sanitarnego ( Rossielchoznadzoru) Giennadij Onishchenko dał do zrozumienia, że  gruzińskie wina i wody mineralne (słynna Borjomi) będą w stanie wrócić na rynek rosyjski, pod warunkiem, że przejdą wszystkie niezbędne procedury dające gwarancję bezpieczeństwa tym produktom" napisał Eastbook.
  • 2012 rok: "Będziemy zmuszeni ograniczyć import żywności z Ukrainy. A wszystko przez decyzję Kijowa, by kontrolę nad produktami spożywczymi przekazać służbom weterynaryjnym. To tak, jakby uznano Ukraińców za zwierzęta – mówił główny lekarz sanitarny Rosji Giennadij Oniszczenko agencji Interfax" napisała Rzeczpospolita
    Moskwa wykorzystała m.in. sprawę "toksycznych niemieckich ogórków" dla własnych celów politycznych. Źródło: Wikipedia, Creative Commons 3.0.

Chodź narzędzie osiągania politycznych celów przez Rosję pozostaje wspólne różne są jednak ich planowane efekty.

  • W przypadku dużych krajów takich jak Polska czy Ukraina stają się środkiem nacisku wewnętrznego, establishment pozostający w sidłach retoryki "odwilży z Rosją" jest na niego bardzo podatny. W pierwszym przypadku szantaż działał dzięki utożsamianiu embarga z osobą prezydenta Kaczyńskiego a nie interesów Rosji, w drugim pomocna okazywała się retoryka Janukowycza, który obiecywał odejście od konfrontacyjnej polityki Juszczenki.
  • W przypadku krajów małych, rolniczych takich jak Mołdowa i Gruzja sankcje spożywcze są niezwykle dotkliwe dla budżetu centralnego i mają wpływ nie tylko na rządzących, czy warstwę retoryczną, ale są przede wszystkim narzędziem oddziaływania na społeczeństwo, które trudni się produkcją sankcjonowanych przez Rosję dóbr.

Zupełnie nowy element spożywczego terroru kremla wiąże się z jego wykorzystaniem w Unii Europejskiej. Embargo ogórkowo- truskawkowe związane z "toksycznymi ogórkami niemieckimi" pokazało, że Moskwa dzięki różnicowaniu okresu restrykcji handlowych poszczególnych krajów Wspólnoty jest wstanie zmniejszyć spoistość UE i wypracowywać polityczne sojusze.

Piotr A. Maciążek

poniedziałek, 09 stycznia 2012

Piotr A. Maciążek

Prokurator tłumaczący się z inwigilacji dziennikarzy, którzy nadal drążą w „sprawie smoleńskiej” próbuje popełnić samobójstwo. Ten strzał może stać się metaforą losu wszelkich dowodów, które jak wrak samolotu gniją dziś pod plandeką z dala od światła dziennego.

Być może poszukiwanie prawdy nie jest dla sporej części Polaków najważniejsze, ale już nasze stosunki z Rosją powinny takie być. To one przekładają się na poziom naszego bezpieczeństwa, interesy, słowem na to czy nasz dom będzie cały i zasobny.

Być może większość Polaków nie interesują kopie czarnych skrzynek (a właściwie los oryginałów), nawarstwianie się pytań i gęstniejąca atmosfera, którą niektórzy określają jednoznacznie: „mamy dziś kolejną ofiarę Smoleńska”.

Polacy muszą sobie uświadomić, że wraz z kolejnymi wydarzeniami takimi jak próba samobójcza prokuratora Mikołaja Przybyły coraz bardziej realny staje się syndrom drugiego Katynia. Katastrofa ewoluuje w „sprawę smoleńską”, ta natomiast może w przyszłości zdefiniować naszą politykę wschodnią, zresztą już dziś staje się gorsetem polskiej dyplomacji.

JESTEŚ JUŻ NASZYM FANEM NA FACEBOOKU?

Jest tylko jeden sposób by pokonać drugi Katyń: trzeba przeprowadzić uczciwe śledztwo lub przyznać publicznie, że jest ono torpedowane przez stronę rosyjską. Dopiero na bazie prawdy można budować zdrowe relacje dwustronne między naszymi krajami.

Część Polaków zaczyna zadawać pytania i widzi w sprawie smoleńskiej luki, których nikt nie chce wypełnić. Samobójstwo, czy przetrzymywanie dowodów przez stronę rosyjską zaczyna ich zastanawiać. Rodzi się retoryka drugiego Katynia, która może w istotny sposób zdominować relacje polsko-rosyjskie na następne dekady.

Z czasem bezpodstawna negacja rzeczywistości może stać się niemożliwa do utrzymania także dla ogółu. Proces taki dało się zauważyć m.in. w stopniowym wycofywaniu się środowiska GW z „odwilży polsko-rosyjskiej”. Smoleńsk kiełkuje wolniej, ale będzie z nim podobnie- jestem tego najlepszym przykładem.

czwartek, 29 grudnia 2011

Piotr A. Maciążek

Motto: „Plusy Unii Europejskiej mają swoje plusy i minusy”- Lech Wałęsa.

 

Jacek Pawlicki na łamach najnowszego Wprost przedstawił czytelnikom „bilans zamknięcia” polskiej prezydencji w UE. „Zdany egzamin” tego półrocza został w nim uzasadniony „plusami dodatnimi” i „plusami ujemnymi”, wśród których moją uwagę przykuły szczególnie te związane z polityką wschodnią. Stanowią one we wspomnianym tekście opiniotwórczego tygodnika lwią część „korzystnego salda” polskiej dyplomacji. Postanowiłem się im przyjrzeć z bliska.

Wśród trzech „plusów dodatnich” polskiej prezydencji (tych najbardziej spektakularnych) autor wymienił „rozpoczęcie negocjacji umów handlowych z Gruzją i Mołdawią”. Taki wybór zastanawia, ponieważ wśród „plusów ujemnych” odnajdujemy „fiasko na froncie ukraińskim”, które jest związane z brakiem ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej tego kraju z UE.

Abstrahuję od tego, że oba przypadki mają formę niedokonaną i ich przyporządkowanie do kategorii sukcesów wydaje mi się wypełnianiem kwitu in blanco.

Zastanawiam się czy większe znaczenie dla autora Wprost ma rozpoczęcie rozmów na temat umowy międzynarodowej, czy jej ratyfikacja? No i dlaczego ocena tych wydarzeń politycznych to „PLUS ujemny” mimo braku zatwierdzenia dokumentu?

To minus wskazuje na rzeczywisty obrót sytuacji na linii Ukraina-UE, ale w ciągu znaczeniowym Pawlickiego to dopiero drugi wyraz, który z percepcyjnego punktu widzenia nie zostanie zapamiętany przez czytelnika. Mimo „kryzysu na froncie ukraińskim”, konieczne z perspektywy autora było podkreślenie dodatniości działań polskich, które m.in. prezydent Komorowski uznał za sukces. Mówiąc wprost użycie takiej klasyfikacji czy określenia uważam za nieuprawnione, wielu ekspertów uważa, że umowa stowarzyszeniowa może nie doczekać się ratyfikacji po stronie ukraińskiej.

Sukces to zresztą u Pawlickiego powielającego retorykę Belwederu pojęcie względne, bo kolejnym „plusem ujemnym” zestawienia Wprost jest „polityka wschodnia wspólnoty (będąca głównie polskim dzieckiem) [która] znalazła się w kryzysie.” Ujemność dodaną pro forma znów zdewaluował autor plusem, który przydzielono jak mniemam polskiej prezydencji za dobre chęci. Wynika to zresztą z kolejnych akapitów, w których winą za kryzys obciąża się Janukowycza, choć „próby mediacji podejmowane przez polską dyplomację i przywódców kilku innych krajów UE [nie pełniących jednak prezydencji] były spóźnione”. Prezydencja przypadła na trudny okres, więc zdaniem Pawlickiego jej cele podczas podsumowań wymagają dziś innej metodologii? Bo jak inaczej rozszyfrować logikę cytowanego tekstu?

Moim zdaniem skoro dewaluują się cele strategiczne to dewaluuje się także realne znaczenie prezydencji. Lepiej napisać, że z powodu trudnych warunków międzynarodowych i pomyłek strony rządowej nasze przewodnictwo w UE nie przyniosło spodziewanych korzyści, niż lansować przed społeczeństwem logikę „plusów ujemnych”.

Piszę o tym subiektywnie, jak wiadomo „plusy Unii Europejskiej mają swoje plusy i minusy”, więc może polska prezydencja także?

poniedziałek, 26 grudnia 2011

 

Według szacunków protestujących ostatnia demonstracja na Prospekcie Sacharowa liczyła nawet 120 tysięcy ludzi. Jej panorama robi wielkie wrażenie, możecie zresztą stanąć w samym środku tłumu dzięki wirtualnemu spacerowi. Dostrzeżecie  tam komunistów (sierpy i młoty), nacjonalistów (żółto- czarne flagi), i innych. Jest to pełny przekrój ideologiczny "opozycji", która skrzyknęła się za pomocą social media, głównie Facebooka i vKontakte, aby protestować przeciwko fałszerstwom wyborczym. To nie one jednak -same w sobie- pchnęły ludzi na ulice, ale slangowe słowo "Rospil" upowszechnione przez blogera Aleksieja Navalnego (więcej o nim tu). Oznacza ono "odpiłowywanie" pieniędzy z budżetu państwowego przez wszechobecną korupcję.

Prawdziwy powód protestów

Walka z  "Partią Żulików i Złodziei" jak przezwał "Jedną Rosję" Navalny, stała się w istocie wojną z nadużyciami, łapówkami, słowem z pochodzącymi jeszcze z czasów tatarskich "podarkami" dla władzy.

Protesty w Moskwie. Źródło: Twitter.

Władza ta to nie tylko kreml, ale cały ekosystem, który wytworzył wokół siebie Putin. "Blisko 12% aktywnej męskiej siły roboczej w kraju (około 3,4 mln ludzi) zatrudnionych jest czy też służy w organizacjach, które charakteryzuje niekwestionowane posłuszeństwo i głęboko zakorzeniona korupcja" pisze Andrzej Lubowski w tekście "Królestwo nepotyzmu na gruzach komunizmu" i wylicza, że rosyjskie łapówki to dziś 400 mld $! To właśnie dlatego ludzie wyszli na ulice, sfałszowanie wyborów było jedynie katalizatorem tych wystąpień.

Jeśli nie Putin to kto?

Masa skrzyknięta przez social media potrzebuje jednak liderów, władza to zrozumiała dlatego Navalnego zamknięto do aresztu podczas protestów na Placu Bołotnym. Dzięki swojej działalności stał się on symbolem walki z korupcją, a tym samym i z systemem. Na Prospekcie Sacharowa dał się poznać jako postać niebywale charyzmatyczna (proszę obejrzeć jego wystąpienie!) a właściwie niemal lider opozycyjnych wystąpień. Dlaczego kreml umożliwił mu działanie 24 grudnia? Trudno powiedzieć, ale Navalny to nacjonalista, inni liderzy protestów m.in. Udalcow chcą budować w Rosji socjalizm, Kudrin to były członek układu, Prochorow marionetka kremla, żaden z nich z perspektywy zachodu nie jest lepszy od Putina. A dotychczasowy Car zdaje sobie z tego sprawę i podkreśla swoją osobę jako wybór najbardziej liberalny i prodemokratyczny z wszystkich możliwych, strasząc zachód komunizmem.

Protesty nie mogą się udać. Powodów jest jeszcze kilka

Powodów które wskazują na to, że protesty nie mogą się udać i przynieść trwałych owoców jest jeszcze kilka:

  • Putiniści zaczynają tworzyć pozory małej odwilży, która może być marcowa nie tylko z nazwy, ale i po prostu trwać do marca (wyborów prezydenckich). System wycofuje się z wszystkich zdobyczy, które uzyskał w ostatnich latach. Nawet zaklęty krąg medialny wydaje się rozszczelniać. Popularny satyryk rosyjski Michaił Zadornow wypowiedział się publicznie o wyborach i to w jaki sposób (!):
Czurow (szef PKW) dzwoni do Putina 5 marca.
Mam dwie wiadomości - dobrą i złą.
Zaczynaj od dobrej.
Został Pan wybrany na prezydenta.
A zła?
Nikt na Pana nie głosował.
  • Być może  zostanie powtórzony wariant "avatara" i Putin zrezygnuje z ubiegania się o fotel prezydencki, popierając marionetkę umaczaną w system (w grę wchodzi m.in. Mironow, albo podatny na naciski Prochorow). Jest to wariant mało prawdopodobny, ale nie niemożliwy.
  • Wielkość protestów jest nadal nieduża, 120tys ludzi to niewiele nawet w zestawieniu z 3,5 milionami siłowników, którzy są beneficjentem systemu.

Podsumowując

Pomimo spektakularności wydarzeń 24 grudnia, wydaje się że fundamenty systemu putinowskiego nie zostały naruszone. Planowa "mała odwilż" daje nadzieję na rozmiękczenie środowisk opozycyjnych, które w dodatku posiadają liderów o skrajnym światopoglądzie. Zachód z przychylnością spojrzy nie tylko na parareformy, ale i samego Putina, który wydaje się najbardziej stabilnym i umiarkowanym "kandydatem" prezydenckim w Rosji. Federacja w związku z nierozwiązaniem powszechnego problemu korupcji zdaje się wkraczać jednak w okres niepokojów, które mogłaby zniwelować wyższa cena ropy naftowej (konflikt Zachodu z Iranem?).

Piotr A. Maciążek

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
O mnie